czwartek, 28 stycznia 2016

A magical day Roz. XVII

- Igor!- mówiłam do brata, który wreszcie się obudził. Byłam szczęśliwa, że jest już zdrowy. Oczywiście nie mogłam u niego długo przebywać. Musiałam poczekać, aż medycy skończą go badać. Poszłam do Ilayi, by wszystko wytłumaczyć. Kiedy byłam przed jej namiotem zawahałam się. Jednakże postanowiłam wejść.
- Ilaya... Hej Ilaya! Nie udawaj, że mnie nie słyszysz! - krzyczałam do niej wściekła. Wyszłam od niej całą czerwona. Stałam centralnie przed nią! Zawsze myślałam, że co jak co jest miłą dziewczyną. Czemu to wszystko musi być iluzją? Nerwowym krokiem poszłam do Klaudii. Nie zastałam ją u siebie. Szukałam ją wszędzie. Pytałam każdego gdzie mogła by się podziać. Miałam dość, ona musiała być poza murem. Będąc za domem jednego z elfów wspięłam się po dziurach w murze. Robiłam to jak najostrożniej. Nie chciałam, aby ktoś mnie zobaczył. Zeskoczyłam i rozejrzałam się czy, aby na pewno nikogo nie ma w pobliżu. Biegałam po lesie w nadziei, że natrafię na Klaudię. Niestety moje siły poszły na marne.
- Oh... co to? - powiedziałam szeptem do siebie. Nagle z środku lasu usłyszałam wybuch. Od razu sprawdziłam co to ma znaczyć. Schowałam się za krzakami ( byłam w tym mistrzem ) i przysłuchiwałam rozmowie.
- I jak?
- N-nigdy! - to była Klaudia! Wypowiadała te słowa ostatkami sił. Wychyliłam się zobaczyć z kim ona rozmawia.
- Ja pier.... - wymknęło mi się. Przyjaciółka odwróciła głowę w moją stronę, natomiast tamta kobieta nie. Tak.... była to kobieta z snów. Wyrządziła mi wiele krzywd... Wstałam i w mgnieniu oka podbiegłam do niej. Przyłożyłam jej sztylet do gardła, a ona gdy tylko chciała podejść do Klaudii rzekła:
- Ktoś tu jest!
- Uciekaj! - krzyknęła do mnie przyjaciółka. Wbiłam jej sztylet w ramie, a następnie wzięłam Klaudię pod rękę i pomogłam uciec. Zaszyłyśmy się między wielkimi drzewami. Wtem przyjaciółka uśmiechnęła się.
- Już po mnie..... ale ty uciekaj.... hm, nie wiedziałam, że potrafisz takie rzeczy.
- O czym ty mówisz?!
- Dam Ci teraz pewien przedmiot, a ty zrobisz co Ci powiem.
- Klaudia!
- Zawsze chciałam dla Ciebie jak najlepiej.... przecież jesteśmy jak siostry... - mówiła i płakała. Przytuliła się do mnie i zaczęła tłumaczyć.
- Na targu jest dużo bezdomnych, daj to kobiecie, która będzie miała na dłoni znak.... a i będzie też miała przy sobie dziecko, malutkie.
- Jaki znak? - dopytałam. Nagle zaczęłam słyszeć głosy: Ola! Olka! Obudź się!
Powoli otwierałam oczy. Oh.... chyba wolałabym się nie obudzić. Leżałam w ramionach Johna, który mnie budził.
- Ty żyjesz?
- Przeszkadza Ci to? - zaśmiał się do mnie chłopak. Wtuliłam się w niego.
- Troszkę. - też się zaśmiałam.
- Dobra, wstawaj! Musimy stąd iść. - wstaliśmy i zaczęło się kombinowanie jak uciec. W jednym momencie złapałam go za rękę i zamknęłam oczy. Po sekundzie byliśmy po drugiej stronie pokoju. Tu było mniej ognia. Spojrzeliśmy na siebie i biegliśmy po schodach na górę.
- Aaaaaaa! - krzyknęłam, ponieważ schody waliły się. Biegłam jeszcze szybciej, by zdążyć wyjść na zewnątrz. Niestety potknęłam się.
- Ola! - krzyknął John i od razu pośpieszył mi z pomocą. Odłamki sufitu i schodów spadały na nas. Leżałam na ziemi w kałuży krwi. Już miał zlecieć na mnie ciężki kawał z cegieł, gdy chłopak osłonił mnie ciałem. Pogładziłam moją ręką jego policzek i usnęłam. Ocknęłam się dopiero wieczorem. Dalej byłam w tym "parku", a John opatrzał mi rany.
- Ej to boli. - mówiłam śpiąca.
- Wytrzymaj jeszcze chwilkę...
- Skąd ty masz.... ty mnie szyjesz ?!
- Ci! Nie ruszaj się. - zupełnie nie wiedziałam skąd on miał igłę i nitkę. - Zaniosę Cię do brata.
- Zostaw mnie. - mówiłam zdenerwowana.
- Co ci? - w tej chwili odwinęłam mu uderzając w twarz.
- Mój brat umiera... doskonale wiedziałeś o tym..
- Dobrze, może i wiedziałem, że królowa chcę na was napaść. Powiem Ci nawet więcej, ona chce Cię zabić, ale jeszcze przed tym odebrać Ci moce. Hm... nie jestem po stronie, ani Esmee, ani królowej. Żyję w Dark Side, ponieważ nie ma miejsca dla mnie tu, w Emirdanie. Oby dwie są podłe, uwierz mi w tym świecie trzeba działać na własną rękę. - po tym co zobaczyłam uwierzyłam mu. W głębi duszy modliłam się, by mnie nie okłamał. John wziął mnie i zaniósł do namiotu. Kiedy elfy go zobaczyły natychmiast się ukłoniły, ale tylko nie które. Inne patrzyły na niego krwiożerczo.
- O co chodzi? - spytałam się go cicho. Nie odpowiedział. Położył mnie na moim łóżku i siadł koło mnie. Nagle do namiotu wpadł Igor. Nie zwracając uwagi na gościa podbiegł, by mnie przytulić.
- Igor! - uścisnęłam go jeszcze mocniej. - Gdzie Klaudia? - brat popatrzył się na mnie smutno.
- Nie wiemy.... nie wiem nawet czy żyje.
- Nawet tak nie mów!
- Co robi tu ten debil? - mówiąc zerknął na Johna.
- Siedzę. - odpowiedział chłopak.
- Chodź, muszę z tobą porozmawiać. - poprosił go Igor.








Cześć, myślałam o zabiciu Johna, ale darowałam mu życie. Hehe.
Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!

środa, 27 stycznia 2016

A magical day Roz. XVI

- Ilaya! Co mu się stało? - krzyczałam cała w nerwach.
- Wczoraj w nocy zaatakowałą nas armia królowej Dark Side. Nie wiedziałaś o tym, prawda?
- C-c-co !? - rozbudziłam się z zamyslenia.
- No tak.... Co ja gadam... Przeciez ty jestes po ich stronie.. 

- A ty skąd niby masz takie informacje? - mówiłam coraz głośniejszym tonem. - Zaraz...... jesteś ranna?
- To tylko draśnięcie. - w głosie było słychać niepewność
- Oh... dlaczego.... jak ty to sobie zrobiłaś? -  spytałam udawaną troską. Nie odpowiedziała. - Nie ładnie śledzić. - po tych słowach spojrzałam się na nią wrogą i poszłam do Igora. Wchodząc do namiotu wyprosiłam wszystkich. Siadłam przy nim i złapałam za rękę. Łzy spływały mi po policzkach.
- Będzie lepiej, zobaczysz. - szepnęłam mu do ucha. Przytuliłam go i wyszłam spytać lekarzy jak z jego stanem. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na głupią. Nie odezwali się słowem. Odeszłam od grona medyków i przechadzałam się po tutejszym targu. Kiedy mijałam stoiska każdy prosił bym coś kupiła. Nigdy nie byłam w tej części królestwa. Możliwe, że mi się tylko zdawało, albo faktycznie panowała tu bieda. Po lewej stronie przy szarej i zniszczonej ścianie siedziała matka z malutkim dzieckiem. Wszyscy omijali ją wielkim łukiem. Była brudna i okropnie wychudzona. Kiedy te istoty obdarzały ją taką obojętnością miałam ochotę się na nich wydrzeć. Podeszłam do stoiska przy którym można było kupić chleb. Po zakupie udałam się do tej kobiety i dałam go jej. Podziękowała mi. Od razu na jej twarzy zagościł uśmiech. Idąc coraz dalej widziałam więcej takich ludzi. Zawsze myślałam, że wszyscy mają wystarczająco pieniędzy. Niestety myliłam się, i to bardzo. Nagle ktoś pociągnął mnie za nadgarstek do jakiegoś zaułku. Chciałam zacząć krzyczeć, lecz ta osoba zatkała mi szybko usta. Zdążyłam tylko pisnąć. Na pewno nikt tego nie usłyszał. Po chwili mnie puścił. Wykorzystałam okazję, złapałam go za głowę i uderzyłam o ścianę koło której stał. Pobiegłam w stronę dużych skrzyń, które były za nami i wspięłam się po nich. Przeskoczyła przez płot i trafiłam do... parku? Nie wiem co to było, ale chociaż zdawało by się, że jest to duża przestrzeń, wszystko było zagrodzone murem. Na szczęście było dużo drzew. Schowałam się za jednym z nich. Po chwili tamta osoba tak samo przeskoczyła przez płot i zaczęła mnie szukać. Szukałam wzrokiem jakieś rzeczy. W końcu! Powoli opierając się o drzewo schodziłam w dół. Jakieś trzy metry przede mną była stalowa rurka. Trawa była na tyle wysoka, że trudno było ją ujrzeć. Raz..... dwa.... trzy! Pobiegłam ile sił w nogach do przedmiotu. Podniosłam go i obróciłam się. Nagle dostałam czymś w głowę. Mój prześladowiec wziął mnie na ręcę. Ja udawałam nieprzytomną. Ręką kolejny raz złapałam go za głowę, natomiast drugą za ramię. On mnie puścił, a ja rzuciłam nim na ziemie. Koleś się nie poddawał wstał,a ja wzięłam kamień leżący obok i przypierdzieliłam mu w łeb. Tym razem chyba go zdenerwowałam. Na tej "przestrzeni" był budynek.W nie najlepszym stanie. Wbiegłam do niego, ponieważ miał rozwalone wejście. Mężczyzna (poznałam po sylwetce i po dłoniach) gonił mnie dalej. Biegłam dalej i myślałam, że padnę. Nie miałam sił. Biegnąc po schodach na górę zauważyłam, że także są zburzone. Musiałam więc przeskoczyć. Zatrzymałam się, wzięłam kilka głębokich oddechów i...... skoczyłam! W ostatniej chwili złapałam się poręczy drugiej połowy schodów ( nie wiem jak to zrobiłam, ale skoczyłam jakoś na bok ). Dźwigałam się na górę, gdy ten chłopak jakby przeleciał na drugą stronę. Już podawał mi dłoń, żebym nie spadła. I tak się puściłam. Zleciałam kilka pięter w dół. Ten budynek miał kiedyś bardzo rozbudowaną piwnicę ( :D ). Kiedy byłam prawie na samym dole przestraszyłam się. Co jeśli tego nie przeżyję? Po chwili spadałam strasznie wolno. Tym razem nie tylko ręcę, a cała się świeciłam. Nie wiedziałam, że moje moce potrafią takie rzeczy. Ten człowiek dalej podążał za mną. W jednej chwili szybkim krokiem poszłam do jakiegoś pokoju. Było tu strasznie zimno. Dobrze, że zanim poszłam na ten głupi targ się ubrałam i nie latałam w przewiewnej sukieneczce. Ukryłam się w dziurze w ścianie. Te ściany były strasznie grube. Tajemnicza osoba znalazła mnie. Przytrzymała i tym razem nie mogłam się ruszyć. Jednak próbowałam i kręciłam się na boki.
- Kurwa..... ale silna. - chłopak powiedział pod nosem. W końcu sprytem wyrwałam się mu. Wcale nie potrzebowałam do tego siły. Wystarczyło wiedzieć jak chwycić. Chciałam, ale nie mogłam biec. Byłam cała we krwi, cała poobijana i ranna. Wolnym krokiem szłam ku wyjściu z pokoju.
- Czekaj! - coż za znajomy głos. Odwróciłam się. Nie widziałam twarzy, bo ta osoba miała kaptur. - Nie walczmy.... porozmawiajmy.
- Nie mamy o czym. - odezwałam się gorzkim głosem. Nawet nie patrzyłam się na niego.
- Ależ i owszem. Mamy. - było mi tak zimno, więc włożyłam ręce do kieszeni kurtki ( bałam się jak zareagują ludzie gdy będę miała na sobie kurtkę, ale nie zwracali na to uwagi.). Nie wiedziałam skąd, ale miałam tam zapalniczkę. Odpaliłam ją i rzuciłam na tego człowieka. Wszystko zaczęło się palić. Chłopak był w pułapce.
- Mów.... kim jesteś?
- Oszalałaś! Zaraz spłonę!!! Kurwa, kurwa, kurwa.
- Ogarnij dupę i mi odpowiedz. - mówiłam z zimną krwią. Zdjął on kaptur z głowy. To był John! Stałam i patrzyłam jak ogień go pochłania. Byłam w szoku... - John! - płakałam. To nie jest miłe uczucie, gdy widzisz jak miłość twojego życia umiera. - Kocham Cię! - wymknęło mi się. Ale może..... może powinien o tym wiedzieć? Teraz musiałam się ratować. Tylko jak?! Ogień był wszędzie...









Przepraszam za taką przerwę! Oj postaram się pisać częściej. Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!

wtorek, 19 stycznia 2016

A magical day Roz. XV


Pobiegłam ile sił w nogach do miejsca gdzie mogłam wyjść poza bramy. Kiedy byłam już na górze muru spadłam dokładnie na rękę. Bolało i chciałam wracać, ale nagle w krzakach coś się poruszyło i zaczęłam uciekać. W końcu trafiłam na łąkę, a raczej w czyjeś ramiona.
- Ale ty się do mnie lepisz! - powiedział z uśmiechem na ustach John.Powoli wychodziłam z pod jego objęć, ale nagle uścisnął mnie jeszcze mocniej.
- Co ty robisz? - spytałam zdziwiona.
- Ciii! Przyprowadziłaś tu kogoś? - szepnął mi do ucha bardzo zdenerwowany. Po jego słowach zaczęłam się bać. Co jeśli to ten bałwan Alexis? Wszystko wygada Esmee! Chłopak po chwili przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej. - Nie ruszaj się!-  porozglądał się na wszystkie strony po czym powiedział: - Żartuje. - i odepchnął mnie gwałtownie. Na moje nieszczęście za mną leżał kamień. - Olka! Ej! Nie udawaj.... Ola? - zaczął próbować mnie wybudzić, a ja udawałam nieprzytomną.
- To słodkie, że się tak o mnie martwisz. - powiedziałam z zamkniętymi oczyma.
- Weź! - wstałam i tym razem to ja się śmiałam z niego. - Lubisz latać w piżamie po dworze? - spytał się mnie złośliwie. Zarumieniłam się. To prawda, że nie ubrałam się ( ale to przez to, że byłam ciekawa i zapomniałam o tym ).
- Czemu nazywacie swoją królową imieniem Esmee? Przecież tak się nazywa królowa Emirdanu. - spytałam z pełną powagą.
- Kiedy jesteśmy poza bramami Dark Side musimy używac innego imienia, niż ma. Ktoś kiedyś nazwał ją Esmee i ... tak się już przyjęło. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że zrozumiesz, iż jestem z Dark Side. - mówiąc przewracał palcami swój miecz. Myślałam, że zaraz utnie mi głowę.
- Bardzo śmieszne..... Po co tak robicie? Królowej nie podoba się  imię, które ma?
- Ma piękne imię.
- A jakie imię może być, aż takie piękne? - pytałam zaciekawiona.
- Podziwiam twój spryt, ale nie powiem Ci tego. - popatrzyłam się na niego ze zdziwieniem. Po chwili niezręcznej ciszy ziewnęłam. John zaproponował mi odprowadzenie do wioski. Odmówiłam, ponieważ nie umiałam tam zasnąć. Patrzyliśmy się tak na siebie, aż moim oczom ukazał się pierścień na palcu chłopaka. To był taki sam smok jak miała ta kobieta ze snu.
- Ładny pierścionek... - rzekłam znudzona.
- To nie pierścionek, tylko pierścień. - przewrócił oczami. 
- Ty też jesteś jakimś eee..... no wiesz. - w tym momencie John pokazał mi swoje zęby. Białe, ostre i przerażające kły. - Dobra, rozumiem.  W takim razie po co Ci miecz?
-Jak to po co ? Żebym mógł walczyć. 
- Ale masz..
- Podobnie jak twój brat nie chcę być czarownikiem, ja nienawidzę siebie za to kim jestem. - rozumiem go. Nie każdy chciał by być morderczym wampirem.
- Oczy Ci się kleją. Może jednak...
- Nie! - upadłam na Johna i leżąc tak na nim po chwili usnęłam. Byłam bardzo zmęczona.
PORANEK
Obudziłam się dopiero rano. Przede mną leżała karteczka. Podniosłam ją, a na niej pisało:

Ktoś Cię śledził. Ufam Ci, więc mam nadzije, że nikomu o nas nie mówiłaś. 
  John. 

O niczym dłużej nie myślałam i pobiegłam do wioski. Po drodze na drzewie zobaczyłam krew. John musiał tu stoczyć walkę... tylko z kim? Jesli to ktoś kogo znam będzie miał jakiekolwiek rany. Kiedy byłam na miejscy, całe królestwo było w zdruzgotanym stanie. W okół namiotu moje brata było mnóstwo elfów i medyków. Przestraszona poszłam do nich. 
- Ilaya! Co mu się stało? - krzyczałam cała w nerwach.
- Wczoraj w nocy zaatakowałą nas armia królowej Dark Side. - nie mogłam w to uwierzyc. W tym samym czasie rozmawiałam z Johnym.... kimś kto stoi po ich stronie. On o tym dobrze wiedział! Całym sercem go nienawidziłam, ale..... jednak kochałam. Byłam zła, ale przez ten czas zdobył on już moje serce. Wczesniej spędzałam z nim całe dnie, więc chyba nie mogło sie stać inaczej. - Nie wiedziałaś o tym, prawda?
- C-c-co !? - rozbudziłam się z zamyslenia.
- No tak.... Co ja gadam... Przeciez ty jestes po ich stronie.. 






Ha! Jednak udało mi się przezwyciężyć z tłumaczem! Przepraszam, że rozdział taki krótki.
Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!

Kłopoty z google tłumacz

Cześć! Znowu nie wiem jak będzie z dodawaniem postów, ponieważ kiedy coś piszę tłumacz google zmienia mi słowa, a takiego długie tekstu nie chce mi się potem poprawiać. Poszperam w ustawieniach, ale nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Tym razem to wina tłumacza!

sobota, 16 stycznia 2016

A magical day Roz. XIV




    Całą noc śnił mi się John. Wstając rano ledwo zeszłam z łóżka, a zaczęłam płakać. Wszystkie uczucia zaczęły się mieszać. Byłam zakłopotana, nie wiedziałam co o tym myśleć. Jeszcze wczoraj chciałam tu zostać, dziś.... mam ochotę wracać. Poszłam w stronę szafy i założyłam długą, miętową suknię. Zewnątrz słyszałam śmiechy, wyszłam zciekawiona co się stało.
- Klaudia? - stałam jak wryta i znowu mi się zebrało na płacz. Nie dlatego, że cieszyłam się na jej widok. Wręcz przeciwnie - byłam zła. Przyjaciółka podbiegła do mnie i chciała przytulić, lecz cofnęłam się,
- Ej, co ci? - zaśmiała się. Spojrzałam się po tym na nią złowrogo.
- Nie rozumiem.
- To samo chciałam powiedzieć. - Wychyliłam się, ponieważ Klaudia zasłaniała Igora. - Ona wiedziała od początku... Czemu mi nie powiedziałeś?
- Słu.. - zaczął brat, ale mu przerwałam.
- To nie była na to pora? Nie wiedziałeś jak mi to powiedzieć?
- Dokładnie. - nawet się na mnie nie spojrzał. Najwidoczniej bardziej interesowały go jego buty, niż zaistniała sytuacja.
- Gdzie idziesz? - zapytała Klaudia.
- Dowiedzieć się więcej. - odpowiedziałam ze spokojem i pobiegłam w stronę zamku. Kiedy dotarłam do drzwi, straż nie chciała mi otworzyć.
- Dokąd? - spytał jeden z nich.
- Muszę się widzieć z królową.
- Jest zajęta.
- Każdemu wciskacie taki kit? - powiedziałam zirytowana. Ponieważ jestem dość szczupła wcisnęłam się między nimi i szybko otworzyłam drzwi. Zrobiłam to naprawdę SZYBKO. Oczywiście nie przeszłam niezauważona, więc od razu zaczęli mnie gonić. Zebrałam się do ucieczki. Przebiegałam między korytarzami (prawdziwy labirynt) i otwierałam każde drzwi po kolei. Które były od jej gabinetu? Słyszałam coraz głośniejsze kroki, stanęłam w miejscu i nie mogłam się ruszyć. Patrzałam dookoła, ale nigdzie nie widziałam żadnego miejsca, które mogło by mi służyć jako kryjówka. Nagle coś wciągnęło do środka jednych z pokoi. Już chciałam krzyczeć (mądre...), ale to coś, a raczej ktoś zatkał mi usta.
- Cii, bo Cię usłyszą! - powiedział szeptem. Wzięłam jego rękę z moich ust i wstałam. Znowu miałam coś powiedzieć, ale kolejny raz zatkał mi buzię. Niestety nie widziałam jego twarzy, ponieważ miał długi płaszcz z kapturem. Przyłożył jeden palec wskazujący do warg na znak, żebym się nie odzywała. Zaczął gdzieś iść, więc poszłam za nim. W sumie to nie wiem po jakiego grzyba będzie teraz czytał książki. Kiedy ruszył jedną z nich kilka półek po kolei się przesuwało, aż stworzyły wejście ( nie mogli wymyślić coś lepszego ? ). Wszedł, a ja zanim. Szliśmy długimi korytarzami (znowu). Kiedy wyszłam z tej ciemności, oślepiło mnie okropnie jasne światło.
- Nie musiałam długo na Ciebie czekać. - zaśmiała się Esmee.
- Czemu nie możemy się normalnie spotkać? - zapytałam dalej trzymając rękę przy oczach.
- Ponieważ nie którym nasze spotkania mogły by się nie spodobać...
- Na przykład komu? - Esmee nie odpowiedziała mi już na to pytanie. - Eh... no dobra, po pierwsze czy ten chłopak mógł by wyjść? Chcę, aby to zostało pomiędzy nami. - powiedziałam nieśmiało. Królowa przewróciła oczyma, po czym podeszła do wielkiego tronu i siadła. Im dłużej się przyglądałam tym bardziej zdawało mi się , że to sala tronowa. Cała była biało błękitna i bardzo oświetlona. Ściany, podłoga i sufit były przeźroczyste, jakby z kryształów. Po chwili pokiwała przeczącą głową. Spojrzałam się na niego do tyłu przez ramię. Strasznie ciekawił mnie jego wygląd.
- Będziemy rozmawiać o mojej rodzinie, a ja nawet go nie znam. - stwierdziłam i zrobiłam trzy kroki w przód.
- W takim razie się poznajmy. - kiedy mówił ciarki przechodziły mi  przez całe ciało. Widziałam uśmiech na twarzy królowej. Wtem chłopak mnie odwrócił (niezbyt delikatnie) i zdjął kaptur. Miał blond włosy, prawie jak złoto i oczy bez źrenic, po prostu calutkie białe, ale to dodawało mu uroku. Był bardzo przystojny i umięśniony. - Jestem Alexis.
- A ja Ola.
- Aleksandra.... piękne imię. - powiedział to bardzo cicho, ale na tyle wyraźnie bym usłyszała co mówi. Zarumieniłam się.
- Czemu nie masz źrenic? - zapytałam.
- Taki się już urodziłem. - powiedział z pełną powagą. Chyba nie powinnam się o to pytać. Podeszłam do królowej.
- Kim jest Klaudia, Igor, czemu tu jestem?
- Ah... za dużo pytań. - Esmee złapała się za głowę.
- Esmee... - wzdychnęłam zezłoszczona. Odruchowo spojrzałam za siebie, a mina Alexis'a nie była najciekawsza. Chyba go to wnerwiło, że tak do niej mówię.
- Igor to twój brat...
- A myślałam, że ojciec. - odpowiedziałam sarkastycznie, a Esmee przekręciła oczyma.
- Miał on takie same moce jak ty, ale się ich... - przez chwilę królowa szukała odpowiedniego słowa. - zrzekł. Nie mógł znieść myśli, że jest "potworem". Już Ci wszystko wyjaśniam: jak już zauważyłaś posiadasz niezwykłe moce...
- Ja nie... - przerwałam jej. Musze przyznać, że uparta jest.
- Potrafię przejrzeć każdego. - zaśmiała się królowa. - Nie rozumiem po co to ukrywasz. W każdym bądź razie możesz używać swoich moc tak samo ja czarownicy. Różnica jest tylko taka, że ty nie potrzebujesz patyka tylko rąk.
- Patyka?
- Różdżki. Mówię tak na to, ponieważ ich nie lubię. Kiedyś na takich jak ty mówiło się Verif, teraz to tak na prawdę ich nie ma. Macie potężne moce, dlatego wielu z was przez to zginęło. Długo rozpaczała twoja matka przez Igora, ale przynajmniej ty lubiłaś to co masz w sobie. - Esmee wstała złapała mnie za ręce, a one zaczęły świecić. Wyrywałam się, ale ona trzymała je niezwykle mocno. Następnie puściła je. Stałam w miejscu z przerażeniem w oczach, potem Alexis objął mnie jedną ręką w talii i wyprowadził na rozkaz Esmee ( on na prawdę nie jest delikatny, ale widać, że robi to specjalnie! ) Gdy miałam już wychodzić ocknęłam się i szybko podbiegłam do niej.
- A Klaudia?
- Ma takie same mocy jak ty. - rzuciła z irytacją.  Niestety, ale jeden z rozkazów królowej był taki, że ten chłopak miał mnie "pilnować" jak ona to powiedziała. Kiedy byłam przy namiotach moja straż Igorowi się niezbyt spodobała. Widać, że go nie lubi. Zawsze kiedy kogoś nie wielbił miał powód, bo sam był lubiany w szkole, a także dużo dziewczyn się w nim kochało, więc i ja miałam "przyjaciół" w opór. Postanowiłam przejść się z bratem i przyjaciółką po lesie. Dowiedziałam się przy tym dużo rzeczy,ale to raczej takie niepotrzebne szczegóły. Ściemniało się więc musieliśmy wracać.
PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ
Leżałam w łóżku i próbowałam zasnąć, ale cały czas myślałam o Johnie.... Wstałam i wyszłam na zewnątrz. Rozejrzałam się i nikogo nie było. Pobiegłam ile sił w nogach do miejsca gdzie mogłam wyjść poza bramy. Kiedy byłam już na górze muru spadłam dokładnie na rękę. Bolało i chciałam wracać, ale nagle w krzakach coś się poruszyło i zaczęłam uciekać. W końcu trafiłam na łąkę, a raczej w czyjeś ramiona.







Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Mam dużo nauki, bardzo. Kiedy nie muszę się uczyć staram się robić coś innego niż siedzenie przed komputerem. Myślę, że w ferie rozdziały będą pojawiały się częściej, a nawet codziennie tak jak kiedy była przerwa świąteczna! ( ferie mam od 15 lutego) Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!






czwartek, 7 stycznia 2016

Zmiany

 Cześć! Znowu zmiany dotyczące dodawania postów. Chodzi o to, że będę dodawała rozdziały we wtorki, piątki i soboty... Jeśli będę mieć więcej czasu posty będą się pojawiać także w czwartki REGULARNIE, a w ostateczności co dwa dni. Yh... to tyle!
                                                                                                    Miłego wieczoru!

środa, 6 stycznia 2016

A magical day Roz. XIII



    Drzewa lekko poruszały się na boki, a koło mnie co chwilę przeskakiwał zajączek. Pewnie , dlatego, że niedaleko była łąka. Szybko pobiegłam na nią i położyłam się wśród trawy i kwiatów, które miały z ponad pół metra. Z zamkniętymi oczami wyobrażałam sobie siebie jako księżniczkę z księciem u boku, albo jako wojowniczkę, która posiada cudne zwierzę - wilka.

- Piękne niebo, nie sądzisz? - Otworzyłam oczy i podniosłam plecy, ale kiedy byłam w pozycji siedzącej ktoś złapałam mnie za ramię i znowu położył. Ja natomiast nawet nie protestowałam.
- Spokojnie. - lekko zaśmiał się. Chyba już wiem kto to jest...
- John? - spytałam, mając nadzieje, że to prawda.
- Hm... John? A co on mógł by tu robić? - głos kojarzył mi się właśnie z tym brunetem, jedyne co mi nie pasowała to sposób w jaki mówił, taki tajemniczy..... Dobre pytanie, co on mógł by tu robić? Nie wiem. Kim on jest? Nie wiem. Tak naprawdę nic o nim nie wiedziałam, mimo, że nazywałam go "przyjacielem". Przy nodze pod sukienką sprężystym materiałem miałam przywiązany sztylet  *Wychodząc z gabinetu Esmee ramieniem uderzyłam Miyoshi, która prawie się wywróciła. Podeszłam do niej z troską i wtedy miałam szansę wziąść broń, którą mi zabrała. Delikatnie włożyłam rękę do jej torby i voila! Odzyskałam to co zabrałam tamtemu elfowi.*. Powoli ciągnęłam rękę w dół a kiedy rzecz trzymałam w ręce w mgnieniu oka położyłam się na tej osobie i przyłożyłam sztylet do gardła!
- Zabijesz mnie? - spytał mnie chłopak dalej uśmiechnięty.
- J-john ... a-a to ty. - powiedziałam zaskoczona, moje podejrzenia, że to właśnie on przed chwilą odeszły. Teraz wiedziałam, że to John. - Przepraszam. - odłożyłam broń i już miałam z niego schodzić, kiedy to on złapał mnie w pasie i przewrócił na plecy, znowu leżałam, tylko, że John "wisiał" nade mną.
- Mam Cię!
- Znowu będziesz próbował mnie pocałować? - uśmiechnęłam się z kpiną. Może i zniszczyłam cały ten "romantyczny" klimacik, ale teraz myślałam jak tu trafił.
- Nigdy bym Cię nie pocałował - rozzłościł mnie tym i widać było, że czuł z tego satysfakcję. Stanęliśmy na równe nogi i patrzeliśmy na siebie. Jakie on ma piękne oczy! Olka! Przestań, spytaj się go tego co chciałaś i idź!
- Jak?
- Pamiętasz góry i to jak nas podsłuchiwałaś?
- Co to ma do rzeczy?
- Królowa Dark Side zaciekawiła się twoją osobą,ale ja nie o tym..... Mioyoshi i Rebecca chciały czegoś więcej, niż przynoszenie królowej wody, polecanie jaką suknię dziś założyć... One chciały sie wykazać! Dlatego spotkałaś je w lesie, królowa się zezłościła, że tam poszły, więc one dołączyły do Emirdanu.
- John, ale ty mieszasz! - chłopak przewrócił oczami.
- Miyoshi....
- Żartowałam, rozumiem nawet najtrudniej złożone zdania. - zaśmiałam się. - Mówiłeś, że KRÓLOWA zaciekawiła się mą osobą.
- Tak, twierdzi, że masz jakąś moc. - Kolejny raz udałam, że nic nie wiem. Za niedługo świt, musiałam się zbierać. John powiedział, że jesli chcę się jeszcze czegoś dowiedzieć mam tu jutro przyjść o tej samej porze. Biegłam do namiotu z rumieńcami na twarzy, całą drogę o nim myslałam. Po cichu wspięłam się po murze, weszłam do wigwamu i położyłam się spać. Po chwili siadłam jakbym miała koszmar.
- On jest po złej stronie?! - powiedziałam pod nosem.



Wiem, niestety rozdział krótki. Rodzice zaganiają mnie do nauki ;)
Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!

wtorek, 5 stycznia 2016

A magical day Roz. XII





                   Sen? Znowu śnie? Tak... niestety. Kolejny raz jestem w znienawidzonym miejscu. Okropnie się bałam - trzęsłam. Na rękach miałam gęsią skórkę, a w oczach łzy. Mimo, że było bardzo ciemno. Właściwie wszędzie było czarno, mimo to widziałam w tych ciemnościach. Moje oczy do tego przywykły.
- Chcesz zobaczyć moją twarz? - usłyszałam przeraźliwy głos tej kobiety. Hm.... gdzieś go już słyszałam. Nie odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co. Złapała mnie za rękę i zdołałam ujrzeć jej dłoń. Na palcach miała trzy pierścionki; srebrny smok z zielonymi oczyma, złoty motyl na których skrzydłach gdzie ni gdzie ukazywał się kolor niebieski, na samym końcu było malutkie serduszko w kolorze krwisto czerwonym. Tylko czemu to połowa serca? Ktoś musi mieć drugą część. Wydawało się one żywe, musi ona kogoś kochać, gdyż takie piękne serca na palcu noszą Ci którzy kochają, tylko, że ona nie wyglądała na osobę przepełnioną miłością, nie widziałam jej twarzy, ale jej ruchy i ubiór.... to jak wyglądała ( można to tak nazwać, gdy widzi się tylko istotę w czarnym płaszczu z kapturem na głowie? ) dużo mi o niej mówiło. Wszystko zaczęło się mazać....
Kiedy się obudziłam byłam w wigwamie. Przez jasno beżowy materiał prześwitywało światło dnia. A więc jest ranek! Łóżko wydawało się być ze skóry niedźwiedzia ( tak samo było bardzo wygodne ), na środku znajdowała się duża drewniana skrzynia. Po prawej stronie - też z drewna - stała szafa, dość niska. Wystrój był taki "stary". Podobało mi się.  Coś czuję, że tutejsi ludzie nie mają dobrych zamiarów. Zbliżyłam się do wyjścia i usłyszałam kroki. Zwinnie schowałam się za szafę. Ktoś wszedł i akurat stanął koło miejsca mojej kryjówki. Szybko się na niego rzuciłam, wzięłam mały sztylet, który trzymał przy pasie i pobiegłam ku wyjściu. Światło mnie oślepiło i upadłam na kolana zakrywając ręką oczy. Jakaś osoba wyrwała mi z ręki broń i pomogła wstać.
- Witaj w Emirdanie! - powiedziała Miyoshi. "Opadła mi szczęka". Trudno było uwierzyć w coś takiego.
- ....... Em...emir....dan ? - spytałam z drżącym głosem w gardle. Miyoshi pokręciła głową na "tak". Zawsze chciałam by ta kraina była istniała, jednak trudno mi było w nią wierzyć, czemu miałam się dziwić, gdy tylko pomyślę o tej przyjemnej energii przepływającej przez moje ciało, z rąk mych wydobywa się światło. * Siadłam wtedy na łóżku i patrzałam tak na swoje ręce, chciałam jak te wróżki wyczarowywać różne rzeczy. Kiedy zwątpiłam wszystkie moje żyły na rękach zaczęły świecić, jakby chciały mi dodać nadziei, i to własnie wtedy krzyczałam ile sił miałam w płucach. Zanim mama weszła do pokoju z moich dłoni wydobyło się światło, zauważyła to otwierając drzwi i szybko do mnie podbiegła. Przeplotła palcami moje palce, powiedziała coś pod nosem, a światło znikło. Przytuliłam ją i nawet nie pytałam jak to zrobiła, ona zaś powiedziała, że to niebezpieczne. Następnie zaczęła mi opowiadać.....*
- Ol....
- Tak! - przerwałam Miyoshi, która "obudziła" mnie z zamyślenia.
- PANI czeka na Ciebie w zamku.
- Jakim zamku? - dziewczyna wskazała ręką w miejsce gdzie znajdował się zamek. Nie był taki jak w tych wszystkich opowiadaniach, wokół niego nie było rzeki, w której pływały krokodyle, nie leżał on na pięknym wzgórzu, chociaż był magiczny (sama nie mam pojęcia co mam namyśli, on po prostu jest taki "niezwykły"). Co prawda był okrążony wielkim murem tak samo jak cała wioska, tylko nie liczni byli poza jej obszarem, ale to byli tacy, którzy niezbyt wielbili królową, a też nie chcieli iść na ciemną stronę ( właśnie przed chwila powiedziała mi o tym Rebecca). Do zamku pojechaliśmy powozem prowadzonym prze konie. W środku było prześliczne, wszystko białe, dużo obrazów i na korytarzach leżały długie piękne czerwone dywany, Musiało być tu dużo kobiet, które sprzątały, bo to nie możliwe, żeby było tak czysto! Dziewczyny zaprowadziły mnie do gabinetu królowej, bo podobno tylko tam nas nikt nie usłyszy. Jej jeszcze tam nie było, więc siadłam na wygodnym fotelu i czekałam, za około 5 minut raczyła przyjść.  Wstałam i się przywitałam:
- Witaj królowo! Podobno pilnie chciałaś mnie widzieć, bo masz do mnie ważną sprawę.
- Witaj! Oh, Aleksandro! Jak miło Cię widzieć! Tyle czekałam... myślałam, że już nas nie odwiedzisz. - Przypominała mi ona królowe śniegu. Jej biała grzywka przysłaniała jedno oko, które miała szare zupełnie jak ja! Suknia jej zaś była przepięknego turkusowego koloru, piękna kobieta.
- Eh.... wybacz królowo....
- Esmee... znaczy mów mi Esmee, jesteśmy same po co tak oficjalnie?! - zachichotała.
- A więc Esmee - w oczach Rebecci i Miyoshi widać było zazdrość, złość, nienawiść, co tylko udowadniało to, że to one chciały być bliżej królowej....znaczy Esmee. - Po pierwsze skąd znasz moje imię? Po drugie czemu tu jestem? I po trzecie co to za pilna sprawa? - wypytywałam ją jedno po drugim.
- Przecież to ja nadałam Ci imię- powiedziała to tak oczywiście, ja tylko patrzałam na nią z osłupieniem , chciałam, ale jej nie przerwałam. - Jesteś tu bo to twoje przeznaczenie, a ja chciałam Ci trochę o Tobie opowiedzieć. - usmiechnęła się, a ja zadawałam sobie pytanie, dlaczego chcę o mnie opowiadać.
- Twoja matka urodziła i wychowała się w tym zamku, była ... kimś bardzo ważnym dla Emirdanu. Kiedy skończyła 18 lat i była pełnoletnia musiała wyjść za mąż, niestety człowiek, którego miała poślubić zmarł. Spotykali się ze sobą przez dwa lata i w tym czasie zdążyli się w sobie zakochać. Kamini postanowiła uciec stąd i znalazła zaklęcie, dzięki któremu można przechodzić do waszego świata....
- Kamini? - zapytałam
- Tak nazywa się twoja matka. - kolejny szok. Już chciała mówić dalej, gdy domyśliłam się tego zakończenia.
- Tam poznała mężczyznę, czyli mojego ojca, który był człowiekiem tak? - powiedziałam znudzona.
- Nie! Twój ojciec nienawidził tego miejsca, ponieważ była wtedy wojna, a jego matka umarła na tej bitwie. Zaczął mnie obwiniać, bo to ja kazałam jej walczyć, z reszta wszystkim kobietą....... Pół roku później ktoś mu powiedział o tym zaklęciu, nie zawahał się i przeszedł do innego świata. Kolejno poznał twoja matkę i wzięli ślub. - słuchałam z zaciekawieniem i zastanawiał się kiedy chcieli mi to powiedzieć. Spytała się mnie czy posiadam moce, ale jak kazała matka nic jej o tym nie powiedział. Ufałam jej i kochałam nad życie, więc z szacunku do niej pozostawiłam to jako tajemnica. Poszłam do namiotu i tam się porządnie wyspałam, myślałam, ze przez tą osobę, którą zaatakowałam będę mieć kłopoty, ale zostałam tylko upomniana. Kiedy wyszłam z wigwamu zobaczyła brata.
- Igor! - obrócił się i mnie przytulił. Widać było bardzo ucieszył się na mój widok, z resztą ja też. Kazał mi się iść przebrać, bo w tych strojach inni będą się na mnie dziwnie patrzeć. Tak zrobiłam razem z Miyoshi poszłam przymierzać sukienki. W końcu wybrałam piękną suknię, która była ognista ( chodziło mi o kolor ), z białego kolory, który miałam przy ramionach i dekolcie "robił" się mocny pomarańczowy przy czerwieni, dopiero przy końcach sukienki był krwisto czerwony.( Tak naprawdę i dekolt i ramiona miałam odsłonięte. ) Dół sukni był bardzo balowy, jeśli chodzi o kształt.... czułam się w niej jak prawdziwa księżniczka! W końcu mogłam pokazać się bracie i znajomym.
- Wyglądasz jak marchewka, tylko sobie włosy pomaluj na zielono! - powiedział zakrywając śmiech Igor, on sobie kpi! Byłam wściekła, ale szybko mi przeszło, ponieważ Ilaya uderzyła go w głowę. Pewnie dlatego, że właśnie ona ma zielone włosy.
- Wiesz może gdzie są rodzice?
- Nie poradzisz sobie bez nich jednego dnia? - haha, bardzo śmieszne....
- Po prostu się martwię.
- Ja też się martwiłem, chroniłem, opiekowałem.... ale ty i tak tu trafiłaś! - powiedział załamany. - Wrócą jutro. - odpowiedział po czym znowu go przytuliłam.

Obudziłam się w środku nocy i wyszłam by pooddychać świeżym powietrzem. To było to... Niebo o tej porze było piękne. Bardzo kusiło mnie wyjść za bramy Emirdanu, po długiej walce z samą sobą szłam ku wyjściu. Nie wyjdę, bo stoją tam dwóch strażników. Trzeba będzie to jakoś obejść. Pobiegłam za czyiś namiot i spróbowałam się spiąć po murze. Trochę to trwało, ale się udało. Poszłam w stronę lasu, szum wiatru uspokajał mnie - a zazwyczaj jest we mnie dużo nerwów - po drodze spotkałam różnokolorowe róże i tulipany, a także lilie tygrysie ( tak naprawdę spotkałam dużo więcej kwiatów, ale nie znam ich nazw, dodam tylko, że w życiu nie widzieliście piękniejszych kwiatów). Drzewa lekko poruszały się na boki, a koło mnie co chwilę przeskakiwał zajączek. Pewnie , dlatego, że niedaleko była łąka. Szybko pobiegłam na nią i położyłam się wśród trawy i kwiatów, które miały z ponad pół metra. Z zamkniętymi oczami wyobrażałam sobie siebie jako księżniczkę z księciem u boku, albo jako wojowniczkę, która posiada cudne zwierzę - wilka. Nagle usłyszałam kogoś głoś:.......





Przepraszam, że tak dawno nie było rozdziału! Jutro postaram się dodać kolejny. Teraz do opowiadania wprowadzę wspomnienia, które będą oznaczane takimi znakami:  *  . Czyli taką śnieżynką :) Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz! Miłego czytania!

Ps. teraz będę dodawała różne zdjęcia i obrazki.
Pps. Droga Natalciu i Majko czytając to, jedno słowo musiało wam się skojarzyć z trzecią klasą... to były czasy XD

sobota, 2 stycznia 2016

Zwalniam....

Cześć! Za niedługo znowu idę do szkoły (niestety) i nie będę mogła wstawiać postów codziennie, tylko co drugi dzień. Zresztą nie dodawałam rozdziałów dwa dni, a to będzie trzeci. Muszę zrobić sobie taką małą przerwę. Postaram się dodać coś jutro, albo pojutrze. Tia.... muszę przeczytać jakże nudną lekturę  i nauczyć się na sprawdzian z matmy ;) Miłego wieczorku !