czwartek, 31 grudnia 2015

A magical day Roz. XI

 Wyszłam na zewnątrz porozmawiać z bratem.
- Igor? - szepnął coś mojej mamie, a ta weszła do domu. - Mam mnóstwo pytań, ale zadam Ci tylko jedno.
- Jakie? - odpowiedział nie wzruszony.
- Dlaczego nie pozwalasz mi się spotykać z Johnem? Kim on jest?
- Sama widziałaś co mi zrobił. Prawie połamał mi rękę. Jest niebezpieczny.
- Nie, nie. Powiedz proszę. - myślałam, że zaraz zamarznę. Byłam w sukience i sweterku. Mój brat otworzył usta i powiedział;
- To demon
-Co ty do mnie mówisz? - chciało mi się śmiać. On jest nie poważny. - Rozumiem, że go nie lubisz, ale bez przesady. 
- Sorry. - powiedział zaciskając wargi. W jego minie widać było, że jest w tym trochę prawdy.
- A tam... istnieją jakieś nadnaturalne stwory ? - popatrzył się na mnie ze zdziwieniem. - Eee, już nic.
- Po co Ci takie informacje, skoro i tak nigdy tam nie trafisz? - uśmiechnął się do mnie. Czemu miałabym tam "nie trafić"? Następnego dnia z samego rana poszłam do księgarni. Na całe szczęście była otwarta. Szybko zdjęłam kurtkę  i zaczęłam szukać książki, w której czegoś się dowiem. Po półtorej godzinnych poszukiwaniach podeszła do mnie bibliotekarka.
- Pomóc w czymś? - spytała.
- Nie.... a właściwie tak. Ma może pani książki fantasy, o magicznych krainach. 
- Jakaś nazwa? - nie chciałam jej o tym mówić, ale jeśli to ma mi pomóc.
- Emirdan. - kobieta popatrzyła się na mnie jak na kogoś z innej planety. Nie odezwała się. Wyszła. Postanowiłam pójść za nią. Szłyśmy przez korytarz pełen białych półek z gazetami. Z lewej strony była łazienka, a z prawej wejście do pomieszczenia, w którym znajdowały się schody. Zeszłyśmy na dół. Ten pokój był wielkości mojego pierwszego pietra w domu, czyli ogromny. Wszystko było zakurzone. Widać, że nikt nie zaglądał tu przez wiele lat. Z sufitu spadały kawałki drewna. Bałam się, że się zawali. Kobieta zaczęła szukać między grubymi księgami. W końcu wzięła jedną i mi dała.
- Nie wierz w takie rzeczy... to strata czasu. - popatrzyła się na mnie smutno. Schowałam księgę do torby i pobiegłam do domu. Po drodze spotkałam Etsuko. Jest bardzo interesującą osobą. Mamy takie same zainteresowania, więc pomyślałam, że mogłybyśmy zostać przyjaciółkami. Rozmawiałam tak z nią do późnego popołudnia o muzyce, sztuce i nieszczęsnej nauce. Przerwał nam mój dzwonek w telefonie. To Klaudia. Odebrałam i połączenie i rozpoczęłam rozmowę. Kiedy skończyłyśmy rozmawiać byłam strasznie szczęśliwa, Klaudia jedzie ze mną na koncert!!! Biegnąc do domu prawie wypadła mi książka. Jeśli Etsuko by ją zobaczyła.. lepiej o tym nie myśleć. Kilka minut później byłam w moim pokoju. Wskoczyłam na łóżko, otworzyłam księgę i zaczęłam czytać. Znajdowały się w niej opisy różnych miejsc i istot. Było w niej dużo legend, ale żadna nie pasowała do tego co mówił Igor. Jestem już w połowię i nic. Teraz zostaję mi kąpiel i spanie. W nocy nigdy nie umiałam zasnąć, najlepiej mi się spało rano, kiedy trzeba iść do szkoły. Pół nocy sms-owałam z przyjaciółką, aż usnęłam.


SYLWESTER


    Wstałam wcześniej, niż zwykle. Polazłam do łazienki i pomalowałam się. W sumie nigdy tego nie robię, tylko okazjonalnie. Teraz miałam czerwone usta, kreski na oczach i długie, czarne rzęsy. Wyglądałam ślicznie (ach ta moja skromność). Założyłam miętową sukienkę i zakolanówki. Moje pierścionki (które zawsze noszę) dodawały uroku. Gdybym nie założyła białych tenisówek nie byłabym sobą. Zjadłam śniadanie i wyszłam na dwór. Miałam na sobie czarny płaszcz, ponieważ nie było, aż tak zimno. Naszym kierowcą był mój ojciec.Wsiadłam do samochodu i podjechaliśmy do Klaudii. Następnie kierunek Wrocław. Było to daleko, ale cieszyłam się, że będę mogła spotkać moich idoli i jednocześnie pozwiedzać miasto. Podobno Wrocław jest pięknym miejscem, w co nie wątpię. Siedziałam po środku. Było tak nudno, że oparłam głowę na ramieniu brata i zasnęłam. To samo było z Klaudią. Tyle, że ona oparła się o mnie. Dojechaliśmy na miejsce. Do koncertu zostały dwie godziny. W tym czasie pochodziliśmy po mieście. Poszliśmy do kawiarni i straciliśmy poczucie czasu. Trzeba było biegnąć, by zająć miejsce przy barierkach. Zanim cokolwiek zagrali minęło parę chwil. Nareszcie zaczęli. Koncert rozpoczęli piosenką pt. "Gold", znaczy moją ulubioną. Ku mojemu zdziwieniu nie było tyle ludzi, podobno miał to być mniejszy "pokaz", ponieważ na poprzednim koncercie było tyle osób, że się nie mieścili. Szczerze to nawet dobrze. Dzięki temu mogłam razem z moim towarzystwem potańczyć. Niedługo po siódmej piosence spotkałam Etsuko. I znowu zaczęłyśmy rozmawiać o najróżniejszych rzeczach. Zaprosiłam ją do reszty. Igor i Klaudia chyba ją znali i niezbyt lubili. Trudno... może teraz się lepiej poznają i ją polubią. Mam taką nadzieję. To naprawdę miła i serdeczna dziewczyna. Brat chodził za mną wszędzie i wyglądał jak mój ochroniarz. Postanowiłam z przyjaciółką od niego "uciec" w jakiś kąt w którym nie ma ludzi. Kiedy taki znalazłyśmy zaczęłyśmy się śmiać. Widziałam kolorowe petardy i odliczanie ile zostało do nowego roku. Uwielbiałam to! Był już następny rok! Przetańczyłyśmy całą piosenkę, aż na moich ustach poczułam czyjąś dłoń. Klaudii tak samo zatkali buzię. Przez moment widziałam jak mój brat do nas biegnie i krzyczy by nas zostawili. Po chwili go też złapali za ręce. Usłyszałam kawałek I'm So Sorry (chodzi o piosenkę) i zamknęłam oczy.









Trochę wyzdrowiałam i postanowiłam przyśpieszyć tępo. Gdym pisała to tak długo zanudziłabym was na śmierć. Szczęśliwego nowego roku i hucznego sylwestra!!!
Jeśli przeczytałaś/eś o zostaw komentarz! Miłego czytania!

wtorek, 29 grudnia 2015

A magical day Roz. X




       Przede mną stanął chłopak. Mianowicie John. Co on robi o tej godzinie na dworze? Chociaż mogłam sobie zadać to samo pytanie. Patrzeliśmy na siebie i nic nie mówiliśmy. Uwielbiałam jego oczy. Byłam na niego zła za to co zrobił mojemu bracie, chociaż gdy tak staliśmy.... przebaczyłam mu. Dowiedziałam się kilku rzeczy i zaczynałam rozumieć o co chodzi.
- Uciekaj - szepnął mi do ucha. Przerażona spojrzałam na niego. Zakrył mi oczy i..... kiedy nie czułam już jego ręki na mojej twarzy, otworzyłam ślepia. Jego już nie było. Nie zdziwiło mnie to. Wiedziałam, że on też jest związany z Emirdanem. Poszłam do domu. Tak naprawdę znowu musiałam się tam dostać przez okno. Wspięłam się po rynnie. Kiedy mój pies mnie zobaczył zawył. Szybko zatkałam mu buzie i wygłaskałam, żeby się uspokoiła. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Po chwili do pokoju zajrzał brat. Obudziłam się rano bardziej wyspana, niż kiedykolwiek. Dziś Wigilia! Lubię święta, a bardziej tą atmosferę która wtedy panuję. Zeszłam na dół ubierać choinkę. Robiłam to razem z Igorem. Stłukłam kilka bombek. Za każdym razem brat nazywał mnie niezdarą i śmiał się ze mnie. Postanowiłam się odegrać i kiedy był odwrócony tyłem wskoczyłam mu na plecy. Ten po chwili się przewrócił i oboje upadliśmy na ziemię. Nasz śmiech był tak głośny, że mama przybiegła i zaczęła się nas wypytywać co się stało. Przyszła kolej na gotowanie. Tak samo pomagaliśmy mamie w zrobieniu kolacji wigilijnej. Muszę się pochwalić, że byłam specjalistką w robieniu ciast. Poprosiłam Igora by podał mi mąkę. Kiedy ją wziął do ręki całą wysypał na mnie i na siebie. I kogo to on nazywa niezdarą? Wkurzyłam się na niego, bo nie mieliśmy więcej mąki. Miałam wtedy wspaniałą okazję i nie mogłam jej nie wykorzystać. Rzuciłam jajkiem w brata. On zaś wylał na mnie mleko, w takim razie podwędziłam mamie pokrojoną marchew z sałatki i trafiłam w brata. Dzięki jajku i mące przykleiła się do niego. Nasza matka miała nas dość i kazała wyjść z kuchni. Po chwili zaczęliśmy się kłócić, ale zaraz znowu się śmialiśmy. Tata powiedział, że może przynajmniej uda nam się posprzątać przedpokój. On odkurzał, a ja patrzałam się na niego żalem. Nie umiał sprzątać.... poprosiłam go, żeby oddał mi odkurzacz. Nie zgodził się. Po momencie zmienił zdanie. Ja odkurzyłam, a on miał teraz umyć podłogę. Z tym sobie już radził. Poszłam nastawić wodę na herbatę. Kiedy wróciłam podłoga lśniła. Przeszłam kawałek i zaczęłam się ślizgać. Igor znowu się śmiał. Starałam się podejść do niego. Kiedy byłam już przy bracie złapałam go za nogę i sam zaczął jeździć po parkiecie. Akcja znowu się powtórzyła - taki sam głośny śmiech. Rodzice uznali, że nie nadajemy się do niczego. Poszłam do łazienki umyć włosy. Następnie zrobiłam sobie loki lokownicą. Ubrałam na siebie czarna gotycką sukienkę. Lubiłam taki styl, ale moje ubrania były różne. Na dole pierwszy raz w życiu zobaczyłam brata w garniturze. Oboje daliśmy sobie po komplemencie. Podzieliliśmy się opłatkiem i zasiedliśmy do stołu. Nie przepadam za barszczem, więc zjadłam go tylko trochę. Pierogi, krokiety i ryba po grecku to moje ulubione dania. Nadszedł czas na prezenty. Ja już swój otrzymałam. To najpiękniejszy prezent jaki można dostać. W prawdzie po szkole spędzałam z nią cały czas. I ta mina Igora po zobaczeniu swojego prezentu. Poczułam się szczęśliwa. Kupiłam mu nowy telefon, długo zbierał i może te pieniądze przeznaczyć na inny cel. Mama dostała naszyjnik, a tata zegarek. Było tam coś jeszcze.... bilety na koncert. Popłakałam się ze szczęścia. Razem z tatą oglądałam "Opowieść Wigilijną", a Igor w tym czasie marzł z mamą na dworze. Ciekawe o czym rozmawiają? Nieważne. Cały czas myślałam o Johnie. Myślałam gdzie on się teraz znajduję i co robi.... Czy to miłość? Nie, to czyste szaleństwo. Wyszłam na zewnątrz porozmawiać z bratem.
- Igor? - szepnął coś mojej mamie, a ta weszła do domu. - Mam mnóstwo pytań, ale zadam Ci tylko jedno.
- Jakie? - odpowiedział nie wzruszony.
- Dlaczego nie pozwalasz mi się spotykać z Johnem? Kim on jest?
- Sama widziałaś co mi zrobił. Prawie połamał mi rękę. Jest niebezpieczny.
- Nie, nie. Powiedz proszę. - myślałam, że zaraz zamarznę. Byłam w sukience i sweterku. Mój brat otworzył usta i powiedział;
- To demon. - on sobie żartuje ? Magiczne krainy, moce i jakieś nadnaturalne stworzenia. Wszystko pięknie, ale czy to się dzieje naprawdę? Zawsze kiedy dowiaduję się nowych rzeczy wszystko mi się plącze i wydaję, że jestem coraz dalej od prawdy. Może się tylko mylę. Mam nadzieję, że to się jak najszybciej wyjaśni.



Dobrałam się do komputera i dostałam olśnienia ;) Muzyka też mi bardzo pomaga w pisaniu tego.....
Pomyślałam, a co mi tam.... i oto kolejny rozdział!
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz! Miłego czytania!

A magical day Roz. IX



     Nagle usłyszałam pisk kół samochodu. Pobiegłam najszybciej jak umiałam do pasów na których stała dziewczyna. Popchnęłam ją. Na całe szczęście nam obu nic się nie stało. Mogło to się skończyć nie najlepiej. Spojrzałam na nią... była przepiękna. Miała czerwone włosy, a końcówki czarne. Oczy miała tego samego koloru co ja, czyli szarego.  Kierowca samochodu wyszedł i zaczął nas przepraszać. Następnie przedstawiłam się i dowiedziałam, że imię tej dziewczyny to Etsuko. Podobno ktoś z imieniem Etsuko doszedł do naszej szkoły razem z Miyoshi i Rebeccą. Może to ona? Poczułam jak ktoś szarpnął mnie za ramię. Oczywiście Igor. Dbał i troszczył się o mnie jak umiał, i za to go kochałam, ale czasem było to strasznie denerwujące. Poszliśmy do domu. Kiedy do niego weszłam pierwsze co podreptałam na górę i rzuciłam się na łóżko. Założyłam słuchawki na uszy i słuchałam mojego ulubionego zespołu Imagine Dragons. Jakoś przy ich muzyce lubię rozmyślać. Jestem marzycielką, a także kreatywną osobą. Z tych gorszych cech posiadam lenistwo oraz ciekawość. Kiedyś mój brat dostał nowy komputer. Musiałam go rozbroić, ale miałam wtedy 6 - 7 lat. Nie mogłam się doczekać jutra, Wigilii . Prawie bym zapomniała ! Muszę się zobaczyć z Igorem! Po chwili znalazłam się w jego pokoju. Nawet się na mnie nie spojrzał. Nie wiedziałam czy mam się odezwać. Podeszłam do niego. Siedział na fotelu odwrócony ode mnie. Chciałam się czegoś dowiedzieć, ale to nie był odpowiedni moment. Zwróciłam się w kierunku gdzie znajdowały się drzwi.
- Zaczekaj... - powiedział mój brat.
- Tak? - dalej stałam odwrócona.
- Usiądź. - tak zrobiłam. - Pewnie to co słyszałaś nie daje Ci spokoju. - oj miał rację, ale czy mógłby przejść do rzeczy? - Po tym co się stało miałem Ci tego nie mówić. - w jego oczach pojawiły się łzy - Emirdan... to tak jakby..... magiczna kraina, w której włada "dobra" królowa - Esmee.
- Skoro jest dobra strona to musi być i ta zła ? - spytałam.
- Eee... tak, tak.
- Jak się nazywa?
- To nie jest ważne..
- Ależ jest. Jeśli się mówi A, to się mówi B.
- D-dark S-s-side.
- Igor? Igor co ci... - nagle zaczął się trząść coraz mocniej i mocniej. Kiedy do niego podeszłam chciał się na mnie rzucić. Przytrzymałam go i przytuliłam. Po sekundce się uspokoił.
- Przepraszam. - powiedziałam z żalem.
- Nie, nie.... jeśli ktoś kto nie posiada magicznych mocy i wypowie te słowa, może zrobić sobie krzywdę.
- Ale jednak szybko się uspokoiłeś.
- Bo mnie dotknęłaś.
- I co w związku z powyższym? Zaraz jakie moce? - byłam coraz bardziej ciekawa.
- Posiadasz w sobie pewną energię. Nie jest ona na razie, ani zła, ani dobra. Odkryłaś ją przed wypadkiem. Następnie wszystko zapomniałaś. Od tego czasu jeszcze się nie ujawniła.
- Jak to NA RAZIE? - opowiedział, że kiedy ukończę 16 lat będę miała wybór. Czy chcę być dobra czy zła. Mówił, że ta moc jest ze mną od urodzenia. Nie zadawałam więcej pytań. Na ten moment zdobyłam wystarczająco informacji. Chociaż......

30 MINUT PÓŹNIEJ

Mimo długiego szukania nic nie znalazłam. No i do czego jest ten internet? Będę musiała pójść do biblioteki, może tam coś znajdę. Nie poddawałam się i siedziałam na komputerze jeszcze parę minut. Niestety to nie było dobre źródło. Położyłam się na łóżku i myślałam o tym co powiedział brat. Nagle moje ręce zaczęły świecić. Krzyczałam na cały regulator i przyszła moja mama. Szczerze z nią porozmawiałam. Nie chciała za dużo mówić, lecz kazała mi się tym nie zamartwiać i zakazała pokazywać moich umiejętności komu kolwiek z poza rodziny oraz ojcu. Czemu mam to ukrywać przed tatą? Jest ciemno, ale także jest przed 20.00. Zadzwoniłam po Klaudię. Otworzyłam okno i miałam zejść po rynnie. Niestety nie poszło to po mojej myśli i spadłam. Nie było to wysoko, więc nie doznałam żadnych obrażeń. Rodzice mojej przyjaciółki nie interesowali się nią i mogła robić to co chcę. Przeszłyśmy już połowę Sosnowca. Weszłyśmy na dach jednego z domów i zaczęłyśmy zżerać chrupki, które Klaudia miała w plecaku. Niebo było piękne o tej godzinie. Mimo, iż było ciemno gwiazdy rozświetlały całe miasto. Dawno nie czułam się tak jak teraz. Byłam wolna. Długo rozmawiałyśmy i zasnęłyśmy. Obudziłyśmy się parę godzin później. Wstałam odruchowo i biegłam wzdłuż  tego dachu, kiedy był już jego koniec przeskoczyłam na drugi. Potem robiłyśmy wyścigi z Klaudią. Śmiałyśmy się i śpiewałyśmy. Można powiedzieć, że dostałyśmy "nocnej głupawy". To była świetna zabawa. Trzeba wracać. Odprowadziłam dziewczynę. I szłam do domu. Idąc tam tańczyłam. Ten księżyc chyba na mnie tak oddziaływuje. Nagle stanęłam jak wryta. Przede mną......



Jestem przeziębiona i kiepsko się czuję. Możliwe, że będę dodawała rozdziały co drugi dzień.
Co mogło tak zaskoczyć Olkę?
Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz! Miłego czytania!

niedziela, 27 grudnia 2015

A magical day Roz. VIII



    Nadciągła niedziela - dzień wyjazdu. Znowu John siedział pod drzwem i znowu sam. Postanowiłam do niego pójść. Bałam się, ale wiedziałam, że to konieczne. Musiałam się go o to zapytać.
- John?
- Tak.
- Kim jest "ona"?
- Co? - zaśmiał się.
- Przed wczorajszej nocy.... to byłam ja i wszystko słyszałam. - spochmurniał. Spojrzał się na mnie. Przybliżaył swoją twarz do mojej i powiedział z powagą :
- To ty.

    Następnie się odsunął i poszedł do swoich kolegów. Nie wiedziałam co o tym mysleć. Postanowiłam nie zadawać więcej pytań. Do wyjazdu zostały 4 godziny. Przez ten czas nie odzywaliśmy się do siebie, nawet nie patrzeliśmy. Całą drogę do domu myślałam... myślałam o tym czy to wszystko dzieję się na prawdę. Kiedy dotarłam do miejsca w którym mieszkam, najbardziej cieszył się mój pies. Poszłam do pokoju, żeby się rozpakować. Nagle usłyszałam głos Igora.
- Ola... - powiedział to zasmucony.
- Słyszę, że bardzo się cieszysz, że przyjechałam ! - zaśmiałam się. - I jeszcze jedno - mógłbyś pukać? - spytałam.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę - w jego głosie nadal był smutek.
- Co się stało? - zmartwiłam się.
- Czemu mi nie powiedziałaś?
- O czym?
- Ten chłopak ... był z wami... obiecałaś...
- Nie wiedziałam, że tam będzie! Julka go zaprosiła!
- Przestań kłamać! - krzyknął i niestety stał koło mojej komody. Zrzucił z niej zdjęcie moich rodziców. Całę się rostrzaskało. Stałam przerażona. Wyprosiłam go i poszłam spać.
       Kolejny raz ten sam sen. Długo go nie miałam. Chodź ta kobieta nie przychodziła.... to było dziwne. Zanim się spostrzegłam mogłam się poruszać. Poczułam chłód na moim ramieniu. Odwróciłam się i ona stała za mną. Nie widziałam jej twarzy, ponieważ było ciemno, a na dodatek miała kaptur. Podniosła ręke i chciała mnie uderzyć, lecz byłam szybsza i unikłam ataku.  Pojawiała się znikąd. Tak jakby się teleportowała. Z każdej strony ona mnie biła. Miałam dość.
- Przestań! - kiedy się postawiłam postać zniknęła. Obudziłam się, ubrałam i zjadłam śniadanie. Do szkoły szłam z bratem. Po drugiej stronie ulicy szedł John. Igor miał na niego oko cały czas. Moim zdaniem przesadzał i to bardzo. Minęło kilka godzin. Kiedy przechadzałm się po korytarzu spotkałam Miyoshi i Rebecce. Byłam w szoku. Kto jeszcze do nas dojdzie? Miałam do nich podejść i zagadać, ale wolalam , żeby nikt nie wiedział, że je znam. Po prostu chciałam zachowywać się tak jakbym je nie znała. Po skończeniu lekcji ze szkoły wybiegały tłumy. Wśród tych ludzi znalazłam niepokojącą się Klaudię. Zapytałam się jej czemu wszyscy tak biegną. Odpowiedź za bardzo mnie przeraziła, nie wierzyłam jej do póki nie zobaczyłam...... Przed szkołą Igor i John się bili! Podobno zaczął John, ale Igor go sprowokował. Patrzyłam przerażona jak chłopak z mojej klasy okłada pięściami po twarzy mojego brata. Każdym który to widział kibicował jednemu albo drugiemu. W końcu nie wytrzymałm. Pobiegłam do nich i chwyciłam Johna za ręce. Ten spojrzał się na mnie i wstał.
- Ol... - nie dokończył bo dałam mu z liścia.
- Co ty robisz mojemu bracie! - powiedziałam zaciskając zęby.
- To nie tak jak myslisz! - znowu chciałam go uderzyć, lecz złapał moją ręke w locie.
- Przestań. - mówiąc to przewrócił oczami. Podeszłam do Igora i spytałam go czy potrzebna mu pomoc. Po drodzę spytałam się czemu się bili.
- Eh.... słyszałaś o czymś takim jak Emirdan?
- Tak.... wtedy jak byłam w górach.
- Nie chciałem Ci o tym mówić. Nie chciałem, żebyś miała cokolwiek z tym wspólnego. Teraz muszę Ci powiedzieć prawdę. - w moich oczach pojawiły się iskry nadzieji, Teraz wszystko stanie się jasne.


 Przepraszam, że rozdział taki krótki. Chociaż wyrobiłam się jeszcze dzisiaj! Myślałam, że nie napiszę go... ale jest! Jutro będzie kolejny ! Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!


Cześć! Niestety nie jestem w domu i nie mogę napisać kolejnego rozdziału :(
Jutro już będzie... przynajmniej mam taką nadzieję.  Bardzo Cię przepraszam.

sobota, 26 grudnia 2015

A magical day Roz. VII


     Wstałam i szybko założyłam na siebie kurtkę. Kiedy wyszłam zobaczyłam, że pada śnieg. Niezbyt mnie to zdziwiło, bo był grudzień, jednak śmieszne było to, że śnieg dopiero teraz zaczął padać. Starałam się iść jak najciszej. Uwielbiam nocne spacery, jednak rodzice mi na to nie pozwalają. Włożyłam ręce do kieszeni kurtki. Znalazłam w nich moją mp3 i słuchawki. Jeszcze lepiej, teraz mogłam posłuchać muzyki. I musiałam przyjechać, aż tu, żeby ją znależć! Rozplątałam słuchawki i już miałam je wkładać do uszu, kiedy:
- To na pewno "ona"? - był to głos Rebecci. O co jej chodzi i z kim rozmawia. Schowałam się za krzakami i przysłuchiwałam rozmowie.
- Tak myśle, w końcu tak "ją" opisywała Esmee. - a to był głos Miyoshi, o kim one rozmawiają(?) Myślałam, że śpią w namiotach. Usłyszałam jak ktoś biegnie. Sprawa staje się poważna. Czego one chcą? Muszę się przysłuchać trzeciej osobie.
- Co wy tu do cholery robicie? - nie mogłam rozpoznać głosu. Jednak wiem, że to mężczyzna.
- Królowa Esmee nas przysłała. - powiedziała pewnie siebie Rebecca.
- Czy ona nie rozumie, że mogła wszystko zepsuć! Wracajcie do Emirdanu! - chwila moment, to.... głos Johna. Muszę iść do namiotu zanim się spostrzegną, że tu jestem. Niestety wstając krzaki zaszeleściły. Założyłam kaptur i pobiegłam między drzewami do obozowiska. Zdjęłam kurtkę i położyłam się. Zamknęłam oczy przestraszona. Chwilę potem do środka zajrzał John, kiedy zobaczył, że śpię poszedł sobie. Cała trójka stała przy namiocie i rozmawiała dalej.
- Ktoś nas podsłuchiwał. - stwierdził chłopak. Miał rację. - To niebezpieczne. Jeden błąd i wszyscy zginą... nawet "ona". - Kim jest ta ONA ?! Ciągle o kimś mówią, a ja nie mam pojęcia o kim. Jedno jest pewne "ona" jest wśród nas. Jest w górach.
- Wyganiasz nas? - spytała Miyoshi
- Muszę. Zrobię to sam. - powiedział. Całą noc zastanawiałam się kim jest Esmee, co to Emirdan, i kim jest "ona". Zasnęłam o świcie. O dość późnej godzinie obudzili mnie dziewczyny. Ubrałam się i poszłam do chlopców, którzy budowali iglo ze śniegu. Wczoraj bardzo dużo go tu nasypało. Zgłodniałam. Zjadłam kanapki i kiedy szłam do dziewczyn dostałam kulką w głowę.
- Trafiona! - krzyknął Alan. Sięgłam po śnieg by zrobić z niego kule i trafiłam w Klaudię, ta zaś w Weronikę, a ona w Filipa. Tak zaczęła się bitwa na śnieżki. Spojrzałam się za siebie i przy drzewie John siedział sam. Chciałam do niego pójść, ale znowu ktoś mnie walnął. Po trzech godzinach świetnej zabawy, kapnęłam się, że nie ma tych dwóch dziewczyn. Spytałam się każdego czy gdzieś je widział. Nikt nic nie wiedział, i niezbytnio ich to interesowało gdzie one teraz przebywają. Postanowiłam się tym nie zadręczać. Nadszedł wieczór.
- Idziecie popływać? - spytała Julka.
- Zwariowałaś! Jest za zimno, padał śnieg! - odpowiedziała Klaudia.
- To dobry pomysł! - powiedział Kacper. Nie spodziewałabym się tego. Myślałam, że jest mądrzejszy.
- Dobra Ci któży chcą popływać - popływają, Ci którzy nie, to nie. - stwierdziła Weronika. Szczerze to miałam to gdzieś, że jest zimno. Jak będe się ruszała to będzie mi ciepło. Ubrałam strój kąpielowy i poszłam nad jezioro. Miałam wrażenie, że to nie najlepszy pomysł. Już miałam zdejmować ręcznik, gdy sobie przypomniałam, że na całym ciele mam siniaki. Na nogach i rękach też. Dobra jeszcze nikt nie zauważył. Pobiegłam najszybciej jak mogłam do namiotów. Stał przy nich John.
- Jesteś cała pobita! - powiedział.
- Przewróciłam się jak był bitwa na śnieżki. - odpowiedziałam.
- To nie są świeże siniaki, a masz ich ogromnie dużo.
- Przesadzasz.
- Pokaż plecy i brzuch.
- Chyba Cię coś.... - naprawdę myslał, że to zrobię (?) Bałam się, że powie reszcie albo co gorsza mojemu bracie. Schyliłam się, by wejść do środka, a w tym momencie chłopak mnie złapał.
- Ubierz się, a potem powiedz gdzie masz jeszcze siniaki. - tak zrobiłam. Po ubraniu się wskazał miejsca w których się znajdują. Podciągnełam troszkę bluzkę do góry. Nie wstydziłam się jakoś bardzo. W końcu to tylko plecy.
- Boże....
- Co? - byłam przestraszona.
- Masz tutaj głęboką ranę, a raczej miałaś. Teraz już się trochę zagoiła. - wskazał na moje plecy. Tamtego dnia rano bolał mnie brzuch, a nie plecy. Poprosiłam go, żeby nikomu o tym nie mówił. Tym samym oby dwoje sobie obiecaliśmy, że będziemy o wszystkim mówić. Nie możemy ukrywać żadnych tajemnic. Teraz zyskałam przyjaciela. Następnie opowiedziałam mu o moim śnie. Był on bardzo zaciekawiony tą historią. Odszedł ode mnie ze wściekłą miną. Nadciągła niedziela - dzień wyjazdu. Znowu John siedział pod drzwem i znowu sam. Postanowiłam do niego pójść. Bałam się, ale wiedziałam, że to konieczne. Musiałam się go o to zapytać.
- John?
- Tak.
- Kim jest "ona"?
- Co? - zaśmiał się.
- Przed wczorajszej nocy.... to byłam ja i wszystko słyszałam. - spochmurniał. Spojrzał się na mnie. Przybliżaył swoją twarz do mojej i powiedział z powagą :
- To ty.



Jakoś dziś nie miałam weny. Może dlatego, że codziennie dodaje rozdziały.
Ola dziś dowiedziała się paru rzeczy, ale do prawdy jej jeszcze daleko. Czy na pewno Miyoshi i Rebecca zniknęły na zawsze? Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz! Miłego czytania!

piątek, 25 grudnia 2015

A magical day Roz. VI



         Filip otworzył drzwi auta. Z tyłu samochodu było tak ciasno, że kiedy chłopak otworzył drzwi zanim wyleciała Weronika. Weronika miała niebieskie włosy - farbowała, jej oczy były mocno zielone, a na twarzy zawsze miała różowe wypieki. Pojechał z nami też Alan, dlatego musiał się ponabijać z tego, że Werka leży na Filipie. Następny, który z nami pojechał był Kacper - największy dżentelmen w naszej klasie. Kolejne osoby to Klaudia, Julka i John. Miał też być z nami Kamil - starszy brat Julki; niestety albo nawet stety nie przyjechał, bo koledzy zaprosili go na koncert jego ulubionego zespołu. Chłopcy wyciągali bagaże, a ja w tym czasie chciałam się trochę rozejrzeć. Widoki były przepiękne, chciałam im zrobić zdjęcia telefonem. Własnie w tym momencie okazało się, że zapomniałam o najważniejszej rzeczy, czyli o komórce. Postanowiłam pójść na spacer, ponieważ chłopakom to zajęcie chyba sprawiało problemy. Poszłam bardzo daleko, a dalej było widać grupę. Doszłam tak jakby do "końca". Oczywiście jak to ja musiałam wychylić głowę w przepaść. Jakoż, iż miałam lęk wysokości moje nogi na ten widok odmówiły mi posłuszeństwa. Mało brakowało, żebym spadła w dół, ale ktoś złapał mnie w pasie. To był John.
- Masz strasznego pecha. - zaśmiał się.
- Ej, nie śmiej się, mogło mi się coś stać! - powiedziałam zdenerwowana.
- W takim razie uważaj.
- Dobra..... dziękuję.
- Proszę. - poszliśmy razem do grupy. Oczywiście kiedy dotarliśmy na miejsce dostałam opieprz, że nic nie robię. Było jeszcze wcześnie, więc na razie rozłożyliśmy namioty. W tym czasie było naprawdę zabawnie. Zaczęło się dobieranie z kim się chce dzielić namiotem. Ja byłam z Klaudią, Julka z Weroniką, John z Filipem, a Alan z Kacprem. Nikt nie był za tym, żeby Ci dwaj ostatni byli razem w jednym namiocie. Przecież to dwie odmienne dusze.
- To co teraz robimy? - spytał się znudzony Filip.
- Mam jeden pomysł. - odpowiedziała zadowolona Julia.
- Jaki? - zapytałam.
-  Zagramy w "flagę".
- Haha ! W co takiego? - śmiał się Alan.
- Podzielimy się na dwie grupy - tłumaczyła Julka - Będziemy mieli przywiązaną do ręki szarfę. Nie możemy pozwolić by nasz przeciwnik nam ją zdjął, w przeciwnym wypadku przegrywamy i nie możemy grać. Natomiast nasza grupa walczy dalej. Głównym celem jest znalezienie zielonej flagi, Są dwie flagi, ale można zabrać tylko jedną. Kiedy ją zdobędziemy szybko biegniemy do miejsca, gdzie jest nasze obozowisko. Wszystko jasne?
- Nie - powiedział Alan.
- Eh.... Po... - znowu chciała wszystko wytłumaczyć.
- Żartowałem.
Dobraliśmy się następująco. Czerwona grupa: Ja, Klaudia, Kacper i Filip. Niebieska grupa: Julka, Weronika, Alan i John.
- Gotowi ? START! - krzyknęła koleżanka, a następnie pobiegliśmy w stronę lasu. Po godzinnym kryciu odpadli Filip, Alan i Weronika. Muszę przyznać, że byłam w tym bardzo dobra. Las był tak samo cudowny. Było magicznie dużo drzew, wszystko było zielone i ja miałam tu znaleźć flagę o tym samym kolorze. Zobaczyłam Klaudię, więc podbiegłam do niej.
- I jak? Znalazłaś?
- Jakbym znalazła to by mnie tu nie było. - usłyszeliśmy czyjeś kroki i schowałyśmy się za drzewami. Kiedy byli blisko, wyskoczyliśmy zza drzew.
- Kim jesteście? - spytałam się dwóch dziewczyn nieco od nas starszych.
- Zgubiłyśmy się w lesie, pomożecie? A i jestem Miyoshi a to Rebecca. - powiedziała Miyoshi.
- Jesteś z Azji?
- Nie! Skąd taki pomysł ? - zaczęła się śmiać.
- Masz nietypowe imię.
- Podobało się moim rodzicom. - postanowiłam zaprowadzić je do namiotów. Kiedy szłyśmy złapał mnie John, a Klaudię Julka. Zaciekawieni naszymi "gośćmi" dali sobie spokój z zabawą. Na miejscu był Kacper z flagą. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Miyoshi była bardzo przyjazna, ale Rebecca.... o niej nie można było tego powiedzieć. Rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy śpiewać. Filip wziął ze sobą swoją gitarę  i grał. Słychać było, że robi to bardzo długo. Nadeszła noc. Po wyczerpującej grze poszliśmy spać wcześniej, niż chcieliśmy. Coś nie dawało mi spać, postanowiłam się przejść.



Jak myślicie, co mogło by się stać na tym nocnym spacerze? 
Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!
Miłego czytania!

czwartek, 24 grudnia 2015

A magical day Roz. V


         Nareszcie skończyły się lekcję. Jak zwykle czekałam pod szkołą na Igora. Nagle przeszedł koło mnie John. W tym momencie zapomniałam o bracie i pobiegłam za kolegą.
- John! - usłyszał moje wołanie, bo odwrócił się.
- Tak? - spytał się mnie.
- Wiesz pomyślałam, że... - nie dokończyłam, ponieważ przerwał mi John.
- Chcesz, żebym Cię odprowadził? - spytał się mnie, a ja stałam jak słup i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Nie, tylko... - znowu mi przerwał.
- W takim razie chodź. - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
Poszedł pierwszy, a ja zanim. Szliśmy tak około minutę.
- Czemu idziesz za mną? Boisz się mnie? - zaśmiał się. Przyśpieszyłam kroku i byłam już obok niego.
- Masz może czas w ten weekend? - spytałam.
- Może... - tą odpowiedzią doprowadził mnie do szaleństwa.
- Czyli masz czy nie ? - zapytałam lekko poddenerwowana.
- Mam, a czemu pytasz ?
- W ten weekend jedziemy w góry.
- Czyli kto jedzie?
-Nie wiem, kilka moich koleżanek i kolegów.
- O ty masz koleżanki?
- Bardzo śmieszne wiesz? - oboje zaczeliśmy się śmiać. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawia. Dowiedziałam się o nim dużo rzeczy. Nagle potknełam się o kamień. Na szczęście John złapał mnie, jest bardzo szybki. Trzymał mnie i nie przestawał. Obruciłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. On przybliżył swoją twarz do mojej, a ja nadal tkwiłam w jego objeciach. Odwróciłam się, a John mnie puścił.
- Chyba to już jest koniec drogi. - mówiąc wskazał na mój dom.
- Tak to prawda.
- Podasz mi swój numer telefonu, no wiesz, żebym mógł się z tobą skontaktować, jak moi rodzice się zgodzą na ten wyjazd?
- Pewnie. - wyjęłam komórkę z kieszeni i podałam mu swój numer. Okazało się że mieszkamy praktycznie koło siebie. Pożegnałam się z nim, a kolejno poszłam do domu. Poszłam do kuchni, żeby zjeść obiad, a tam spotkałam rozwścieczonego brata. Byłam ciekawa co takiego mogło tak rozłościć Igora. Podeszłam, żeby otworzyć lodówkę i wziąść coś do jedzenia.
- Nie spotykaj się z nim... - powiedział spokojnym głosem.
- Czemu ? - spytałam, kompletnie nie wiedziałam o co mu może chodzić. Ale zaraz on nas podglądał?
- To nie jest dobre towarzystwo dla ciebie. Jeśli jeszcze raz Cię z nim zobaczę, pożałujecie tego oby dwoje.
- On chodzi ze mną do klasy!
- Nie musisz z nim rozmawiać... -  poszedł na górę. Jak on mógłby być złym towarzystwem? Poszłam do salonu spytać rodziców czy mogę jechać w góry. Zgodzili się, ale to nie było łatwe, żeby ich przekonać. Weszłam do swojego pokoju i zaczełam się pakować. Następnie zadzwoniłam do Julii, że pojadę. Podeszłam do okna, lubiłam tak patrzeć i rozmyślać. Moim oczom ukazał się John. Co on robił na dworze o tak późnej porze? Rozmawiał z kimś. Nie mogłam jednak dopatrzeć się z kim.
- Ola?
- Tak? - właśnie przyszedł mój brat.
- Obiecaj mi, że nie będziesz się z nim spotykała. - oh, nie,ja nie mogłam mu przecież tego obiecać. Już jutro z nim jadę na weekend. Czułam, że Igor ukrywa coś przede mną, dlatego skłamałam.
- Obiecuję.
- Popatrz mi w oczy.
- Obiecuję - spojrzałam głęboko w jego tajemnicze oczy. Czułam, że nie powinnam tego robić, ale jednoczeście wiedziałam, że to konieczne. On odszedł, a ja poszłam się myć. Kiedy wróciłam zobaczyłam mojego psa, który ma zaszklone oczy i skąmli. O nie! Zapomniałam z nią wyjść. Pewnie chce się załatwić, Szybko się ubrałam i wyszłam na dwór. Było bardzo ciemno, więc chciałam, aby Dżina załatwiła swoje potrzeby jak najszybciej. Szłam, aż tu pod moimi nogami zaszczeleściła... kartka! Na szczęście latarnia dawała wystarczająco światła, abym mogła przeczytać co na niej pisze :
" ZNAM TWOJĄ PRZESZŁOŚĆ ".
Bardzo się przeraziłam i pobiegłam do domu. Weszłam do domu po cichu, a następnie po schodach na góre. Przebrałam się w piżame i położyłam w łóżku. Tyle pytań mi chodziło po głowie, aż zasnełam. Kiedy się obudziłam mój pies po mnie chodził. Strasznie mnie to bolało przez te siniaki. Wstałam i kiedy byłam gotowa do wyjścia pożegnałam się z rodzicami, bratem i Dżiną, a następnie poszłam na miejsce spotkania. Byli tam wszyscy, którzy być mieli. Było nas ośmiu. Wsiedliśmy do samochodu Julki. Ledwo się tam zmieściliśmy i jeszcze bagaże !! Jechaliśmy chyba jakieś 3 godziny. Po drodze wydziałam piękne krajobrazy rolnicze. W końcu dotarliśmy na miejsce.


Postanowiłam być taka dobra i wstawić jeszcze jeden post. Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz. Miłego czytania!

A magical day Roz. IV

   

          Znalazłam się w tym samym śnie co wczorajszej nocy. Było ciemno i dlatego przyglądałam się czy ta sylwetka tam stoi. Nic nie było, aż tu.... ujrzałam ją. Nadal nie mogłam się ruszać. Chociaż, kiedy nabrałam pewności siebie mogłam ruszać ustami. Chciałam spytać się kim jest ten cień. Nie mogłam, po prostu nie mogłam nic wydusić. Poczułam strach. Co jeśli coś mi się stanie? Nie, nie... to tylko sen. Po chwili uspokoiłam się.
-Jezu.... - byłam w szoku. W końcu mogłam się odezwać.
- Kim jesteś ?- spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi.
- Kim jesteś ?! - krzyknęłam, pomyślałam, że może niedosłyszała. Nagle zaczął boleć mnie brzuch. Bolał coraz bardziej i bardziej. Czy to ta postać mi to robi? Koniecznie musiałam się dowiedzieć kto jest w moim śnie.
- Proszę powiedz, kim jesteś ? - powiedziałam żałosnym głosem, przecież bolał mnie brzuch.
- Twoim .... końcem - usłyszałam przeraźliwy głos. Teraz wiem, że to kobieta.
         Obudziłam się cała spocona. Bałam się i rozejrzałam po pokoju. Koło mnie leżała Dżina, lekko pocałowałam ją w główkę, tak by jej nie obudzić. Niestety nie udało mi się to. Psy są bardzo czujne. Dlatego to nie ja ją pocałowałam, a ona mnie polizała po nosie.
- Ała... - powiedziałam cicho. Znowu zaczął mnie poleć brzuch. Czułam jakby ktoś mnie bił. Okropne uczucie. Sięgłam ręką po telefon, żeby zobaczyć która godzina. Była 4 nad ranem. Wstałam z łóżka i powlokłam się do łazienki. Kiedy wyciągnełam ręke, by otworzyć drzwi prawie się przewróciłam. Mocno zaciskałam zęby z bólu. Inaczej pewnie bym krzyczała. Weszłam do łazienki i z szafki nad umywalki wzięłam tabletki. Pomyślałam, że kąpiel dobrze mi zrobi. Kiedy leżałam w wannie zobaczyłam na ciele liczne siniaki. Nie wiedziałam skąd je mam, przecież nie prewróciłam się, ani z nikim nie biłam. A to były świeże siniaki. Szybko wyszłam i założyłam na siebie ubrania. Biegłam po korytarzu, żeby szybko zobaczyć brata. Stanełam pod drzwiami jego pokoju i pomyślałam, że lepiej go nie zamartwiać. Moich rodziców tym bardziej nie chciałam stresować. Poszłam do swojego pokoju i ubrałam się. Kolejno zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie. Była 6.00. Jeszcze tyle czasu do lekcji, w końcu dziś mam na 9.00. Pomyślałam o Klaudi i o jej wczorajszej wiadomości. Usłyszałam dźwięk powiadomienia. Wyjęłam telefon z kieszeni, a następnie sprawdziłam wiadomości. To Klaudia! Wybrałam jej numer i zadzwoniłam.
- Cześć ! Klaudia? - Odezwałam się pierwsza.
- Tak, słuchaj nie obudziłam Cię?
- Nie nie, wstałam dziś wcześniej.
- O której?
- 4 nad ranem
- Ojejku, a czemu to tak długo?
- Miałam koszmar.
- Jaki?
- Ale ty dużo pytań zadajesz - zaśmiałyśmy się oby dwie. Opowiedziałam jej cały sen. Po słowach  "Twoim....końcem" rozłączyła się. Ubrałam się, założyłam plecak na ramię i wyszłam, ale zanim poszłam zostawiłam karteczkę z napisem:
"Nie martwcie się. Dzisiaj wyszłam wcześniej do szkoły.
                                                                                Ola. "
Po chwili byłam pod szkołą. Weszłam do środka i zaczełam szukać Klaudii. Z tego co wiem jej mama ma na 5 do pracy, więc ona też przychodzi wcześniej. Przeszukałam pierwsze i drugie piętro. W końcu cała zgrzana poszłam do szatni zdjąć kurtkę. Kiedy byłam w tym miejscu zobaczyłam skuloną koeżankę.
- Cześć - przywitałam się z nią drugi raz. Podniosła głowę i popatrzyła się na mnie swymi błękitnymi oczyma.
- Witaj.... - powiedziała to z takim smutkiem w głosie. Wyciągnełam do niej ręke, żeby poklepać ją po ramieniu, jak to robią dobrzy kumple. Ona natomiast szybko chwyciła mnie za nadgarstek. Zaczeła płakać.
- Czemu płaczesz ? - spytałam zaniepokojona.
- Bo jestem szczęśliwa..
- Skoro jesteś szczęśliwa to nie płacz - uśmiechnęłam sie do niej - Cóż takiego mogło się stać, żę płaczesz ze szczęścia ? - mówiłam, a ona dalej trzymała moją ręke.
- Popatrz. - wskazała na moją bransoletkę - To oznaka naszej przyjaźni... wiecznej przyjaźni. Nawet nie wiesz jak jestem szczęśliwa, żę ją nosisz. - Fakt, byłyśmy przyjaciółkami, w sumie to chyba nadal jesteśmy, tylko, że ja ją poznaję od nowa. Najbardziej chciałam ja spotkać by powiedziała mi prawdę.
- Chciałaś powiedzieć mi coś ważnego. - spytałam z nadzieją, że chodzi właśnie o to.
- Już nie ważne. - w jej oczach było widać szczęście. Długo rozmawiałyśmy, aż do dzwonka. Szybko pobiegłyśmy pod klasę. W tym tłumie naszej klasy zobaczyłam chłopaka, który do niej nie należał. Przyszła nasza nauczycielka od biologi i otworzyła klasę. Wszyscy siedli na swoje miejsca. Zostało tylko dwa miejsca, idealnie za mną i Klaudią. Chłopak nieśmiało przeszedł między ławkami i zajął miejsce. Nauczycielka przedstawiła chłopca, miał na imię John. Urodził się w Angli, ale jego rodzice są polakami, dlatego się tu przeprowadził. Miał włosy czarne jak smoła, a oczy były dość nie typowego koloru, ponieważ były granatowe, a nie niebieskie. Muszę przyznać, że przystojny z niego chłopak. Odwróciłam się do tyłu i przywitałam.
- Cześć. - powiedziałam cicho. Spojrzał się na mnie jakbym była kosmitką. Patrzeliśmy na siebie przez chwilę po czym powiedział:
- Cześć - uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
- Hahaha , widzę , że Ola już zaczeła podrywać nowego ! - krzyknął ze śmiechem Alan. Największy żartowniś w klasie. Wszyscy zaczeli się śmiać, oprócz mnie i Johna. Znowu popatrzeliśmy na siebie, po czym dołączyliśmy do reszty. Zadzwonił dzwonek. Poszłam z Klaudią do łazienki szkolnej. Zastałam tam dziewczyny plotkujące o nowym.
- Nie sądziłam, że nowy będzie taki przystojny - stwierdziła jedna
- Chodzi do I klasy, a wygląda na wiele starszego - było to prawdą, nie wyglądał on na 16 latka.
- Może nie zdał ?
- Co ty ! Przecież w gimnazjum i podstawówce był najlepszym uczniem! - powiedziała kolejna.
- Muszę się z nim umówić. Jest słodki.
- Olka ! Mogłabyś tak nas nie podsłuchiwać!? - jej koleżanka ją tyrpneła.
- Ty się kolegujesz z Johnem, nie? - spytała się mnie Julka, wcześniej jej nie poznałam. Może dlatego, że zadawała się z dziewczynami z innych klas.
- Ja nie..... - przerwała mi Julka. Powiedziałam mu tylko 'cześć'.
- Wiem! Jutro jedziemy w góry na weekend, co nie? Może byś tak go zaprosiła/
- Ale to ty organizujesz wyjazd ?
- No, ale ty się z nim kumplujesz - Musiałam poświęcić dużo czasu, by wyjaśnić jej, że nie kumpluje się z nim. Na marne. Przekonała mnie. Ustaliłyśmy, że jeśli John się zgodzi, to zaprosimy więcej chłopaków, jeśli nie, będzie to babski wyjazd. Teraz trzeba go przekonać by pojechał. Nie ukrywam, że też bardzo bym chciała, by się tam zjawił. Spróbuję przy okazji wydziągnąć od Klaudi informacje o tym, dlaczego jej i Igora nie pamiętam.




Czy tym razem Oli uda się dowiedzieć prawdy? Czy John znalazł się tu przypadkiem?
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz! Miłego czytania!

środa, 23 grudnia 2015

A magical day Roz. III


  - Igor czas na wyjaśnienia. - powiedziałam stanowczo.
- Nie mogę, to nie pora na to. Obiecuję, że powiem Ci to kiedy przyjdzie czas. - odpowiedział załamany. Byłam zawiedziona taką odpowiedzią, ale nie poddawałam się i mówiłam dalej:
- Nie możesz ukrywać prawdy... To...
- Przestań ! - krzyknął na mnie najgłosniej jak umiał. Odeszłam od niego o dwa kroki przestraszona. Co w niego wstąpiło? Zawsze uśmiechnięty i miły chłopak wydziera się na mnie przy wszystkich. Popatrzeliśmy się na siebie przez chwilę, po czym odeszłam. Biegłam do domu cała zapłakana. Kiedy byłam tuż przed domem zobaczyłam brata, który otwiera drzwi. (To, że zapomniałam o dwóch osobach, to nie znaczy, że całe miasto jest dla mnie wielką niewiadomą ) Postanowiłam pójść, do mojego ulubionego miejsca w parku. Idąc w to miejsce słyszałam piękne śpiewy ptaków, a wiatr delikatnie powiewał mi moje włosy. Nareszcie dotarłam na miejsce.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
5 LAT WCZEŚNIEJ

- Ola !! Zejdź z tamtąd  !!
- Ale tu jest tak fajnie , no wejdź jest jeszcze dużo miejsca!
- A jak spadniesz z drzewa?!
- Nie spadnę... No chodź!
- Wolę nie ryzykować.
Czy moja siostra zawsze musi być taka sztywna? Niby bliźniaczka, ale zupełnie inna, niż ja. Nagle spadłam.
- Olka!-  Paulina krzycząc podbiegła do mnie i pomogła mi wstać.
- Nic mi nie jest, po prostu gałąź się zerwała. - uspokajałam Paulinę, że nic mi się nie stało.
 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Patrzyłam na drzewo i przypominały mi się te złe i dobre, piękne chwile.
- Pamiętasz ? - zczęłam mówić do Pauliny, która już umarła, ale czułam, że jest przy mnie. - Tu w tym miejscu spędziłyśmy najwięcej czasu. - zaczełam łkać. Nagle usłyszałam jakiś głos:
- Tak.... - zlękłam się.
- Jesteś tu Paulina? - spytałam, ale mimo to wiedziałam, że usłyszałam ten głos, tylko dlatego, że tęsknie.
- Tak... - usłyszałam znowu ten sam głos. Usiadłam przy drzewie. Czułam się bezpieczna, lecz po kilku chwilach usnełam.Nie spałam długo, w sumie chyba nawet 1 minuty. Otworzyłam oczy i ujrzałam.... Igora, który siedział koło mnie.
- Przepraszam... - zaczął - Nie chciałem na ciebie krzyczeć.
- Nie przepraszaj, ale następnym razem nie krzycz. Nastepnie udaliśmy się się do domu. Ledwo weszłam, a już przywitali nas rodzice. Zdjęłam kurtkę, buty i czapkę. Tym razem pamiętałam, żeby ją zdjąć. Poszłam na górę. Odrobiłam lekcję i weszłam na komputer sprawdzić czy przyszły mi jakieś wiadomości. Otrzymałam jedną : " Cześć! Muszę się pilnie z tobą zobaczyć, Klaudia. " Co może być takie pilne? Jest już 18.00, dlatego na dworze jest ciemno, ale jeśli to ważne, to ja też chcę się z nią zobaczyć. Wyłączyłam komputer i zeszłam na dół.
- Mamo, mogę wyjść na dwór? - spytałam się mamy.
- O tej godzinie?! Zwariowałaś? - odpowiedziała wściekła.
- Z psem wyjdę.... -  skłamałam, musiałam się z nią zobaczyć. Co jeśli.... to się wiąże z moją utratą pamięci ?
- Ja wyjdę, jest ciemno. - czemu ona się tak martwi o to, że jest ciemno (?) Kiedyś normalnie chodziłam po ciemku. Wbiegłam na górę po schodach, i zauważyłam Igora. Spytał się mnie co się dzieję.Powiedziałam mu prawdę ,czyli, że dostałam wiadomość od Klaudi. Czułam, że można mu ufać. Nie powiedziałam natomiast, że myśle, że chce ona mi powiedzieć prawdę. Zaprosił mnie do swojego pokoju. Usiadłam łóżku, a Igor na fotelu. Znowu nie umiałam nic powiedzieć, aż:
- Myślisz, że Paulina jest tutaj? - spytałam. Brat zrobił wielkie oczy, czyli nie uwierzył mi. Następnie to on zapytał o co mi chodzi. Opowiedziałam, mu całą historię.
- Siostro... nie możesz jej jeszcze.... - powiedział cicho pod nosem, ale przez ciszę udało mi się zrozumieć co mówił.
- Co tak bełkoczesz pod nosem ? - udałam, że nic nie słyszałam.
- Mówię, że masz bujną wyobraźnie - uśmiechnął się do mnie nie pewnie. Wyszłam z jego pokoju i poszłam do swojego, ponieważ poczułam zmęczenie. Założyłam piżamę, i poszłam spać, ale za nim zasnęłam myślałam, o co mogło chodzić mojemu bracie. Jedno jest pewne - moja siostra jest tutaj.
       

wtorek, 22 grudnia 2015

A magical day Roz. II



           Znów zapanowała ciemność. Byłam w kompletnej pustce. Lecz w tej ciemności ujrzałam sylwetkę kobiety. Nie widziałam jej twarzy, ale czułam jej wzrok na sobie. Ja też patrzyłam się na tą sylwetkę i stałam bez ruchu. Nie minęła minuta, a znikła.
          - Oj !! - krzyknęłam. W tej chwili wskoczył na mnie pies i obudził. Ciekawa byłam co robi w naszym domu pies, dlatego też poszłam w stronę szafy i ubrałam na siebię miętowy sweterek oraz czarne dresy. Nastepnie wziełam psiaka na ręce i udałam się z nim do salonu.
- Skąd go masz !? - zapytał niespokojny ojciec.
- Wskoczył.... znaczy wskoczył na mnie jak spałam... - odpowiedziałam, nie wiedząc o co chodzi.
- Niech to! To miał być Twój prezent na święta! Ach, a ona nie może usiedzieć na miejscu, była u mnie w pokoju, najwyraźniej uciekła. - zaśmiał się Igor.
- Ooo, to wspaniały prezent ! Dziękuję ! A jaka to rasa ? - spytałam
- Shih tzu. Pomyśleliśmy, że lepiej kupić małego pieska. - stwierdził tato.
Nigdy nie sądziłam, że będe miała zwierzątko domowe. Teraz trzeba było mu tylko dać jakieś imię. Po dłuższym zastanowieniu nadałam jej na imię Dżina. Zjadłam śniadanie i zerknęłam na zegar. Och nie, już jest 7.30. Przecież miałam być w szkole na 8.00! Szybko pobiegłam na górę i spakowałam się, akurat kiedy zakładałam kurtkę mój brat wychodził.
- Zaczekaj ! - krzyknęłąm do niego.
- To pospiesz się, bo i ja się spóźnie. - uśmiechnął się do mnie.
Z domu wyszliśmy razem. Przez połowę drogi nic, a nic nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu nie wytrzymałam.
- Powiedz mi, co takiego się stało, żę wylądowałam w szpitalu ?!
- Eh....
Mam go! Teraz musi mi powiedzieć !
- Bo...
Kiedy wymówił te słowo, byliśmy już pod szkołą. Chodziłam do liceum i miałam 15 lat,ale poszłam o rok wcześniej do szkoły; natomiast Igor miał 17 lat. Nagle podbiegła do mnie jakaś dziewczyna.
- Ola ! Wróciłaś!
Patrzyłam się na nią ze zdziwieniem. Półokiem zerknełam na brata. Pokiwał lekko głową na znak, żeby nic nie mówiła.
- To jest Klaudia, twoja.... najlepsza przyjaciółka. - powiedział Igor.
Byłam zakłopotana, nie chciałam mówić, że nie pamiętam jej. W sumie dla mnie największym szokiem było to, że z całej szkoły tylko ona znikła z mojej głowy. Weszłam do szkoły i w tym momencie zadzwonił dzwonek. Poszłam do szatni, zdjełam kurtkę, przebrałam buty i pobiegłam na górę do klasy.
- Dzień dobry ! Przeprasam za spóźnienie ! - wpadłam do klasy cała zdyszana. Siadłam w ławce obok Klaudii. Nagle cała klasa zaczeła się śmiać. Myślałam co mogło ich tak rozbawić. O jeju, na głowie mam czapkę. Faktycznie musiało to komicznie wyglądać, ponieważ była to gruba czapa zimowa. Zdjełam ją w mgnieniu oka i schowałam do plecaka.
- Olu, mamy co świętować, bo wróciłaś ze szpitala cała i zdrowa.... - na środek klasy wyszedł mój kolega Kacper i miał rację , ja jestem cała i zdrowa, ale moja siostra....
- Chcieliśmy Ci wręczyć mały upominek - kontynuował - Mam nadzieję, że Ci się spodoba. - podszedł do mnie i wręczył mi misia oraz czekoladę. Podziękowałam wszystkim i zaczeła się lekcja. Na kazdej przerwie z kimś rozmawiałam z resztą na lekcjach też. Nareszcie dobiegł koniec lekcji. Kiedy byłam przed szkołą i czekałam, aż mój brat przyjdzie, podeszła do mnie Klaudia.
- Nie idziesz do domu ? - zaśmiała się.
- Czekam na brata - odwzajemniłam uśmiech.
Tak zaczełyśmy rozmowę, bardzo dobrze nam się rozmawiało, a przynajmniej mi. Po 10 minutach podeszła do nas grupka dziewczyn z naszej klasy.
- Cześć! Miałybyście ochotę wybrać się z nami na weekend w góry ? - spytała się nas Julka.
- To świetny pomysł. - powiedziałyśmy rónocześnie z Klaudią.
Odwróciłam się zobaczyć czy mój brat skończył lekcje i akurat wychodził ze szkoły. Teraz mam szansę się go o to spytać.





Dziękuję za przeczytanie! Jak myślicie czy Igor powie Oli prawdę, o ile w ogóle jej coś powie ?
Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz ! Miłego wieczoru!

poniedziałek, 21 grudnia 2015

A magical day Roz. I

                                                               A MAGICAL DAY
                                                                   ROZDZIAŁ I



     Do moich uszu dotarł jakże denerwujący dźwięk sprzętu medycznego badającego pracę serca. Był coraz głośniejszy i głośniejszy. Po okropnie długiej chwili usłyszałam płacz mojej kochanej matki i wrzaski mojego ojca. Byłam zupełnie zdezorientowana, czułąm jakby moja głowa była rozsadzana od środka. Przeszedł przeze mnie strach jakiego nigdy nie doznałam, chciałam jak najszybciej wstać, lecz "coś" ciągneło mnie do tyłu. Czułam, że spadam w dół. Moje ciało cierpiało, w tym momencie nie chciało mi się żyć.... ból był za duży. Nagle wszystko ustało. Widziałam czerń, wszędzie dookoła była pustka... ciemność. Głosy i dźwięki powoli uciszały się, w końcu nie słyszałam nic. Byłam w przewiewnej sukience do kolan w jasnym różowym kolorze. Stałam po środku tej  "pustki", lecz teraz zamiast strachu czułam smutek. Jakaś siła kazała mi iść przed siebie, powstrzymywałam się, lecz to było silnejsze ode mnie. Zamknęłam oczy ze strachu i szłam. NIE ! Nie mogłam być takim tchórzem! Otworzyłam moje patrzały i ujrzałam światło. Trzecie uczucie tym razem to radość. Myślałam, że jestem w piekle, że już nigdy nie zaznam szczęścia, a jednak. Biegłam w stronę światła najszybciej jak umiałam, kiedy dotarłam do jego źródła wyciągnełam ręke do niego i....
     Ała! Blask lamp padał prosto na moje oczy. Po chwili odzuskałam władze nad ciałem i od razu się wyprostowałam.
- Proszę leżeć ! - rozkazała mi pielęgniarka.
Zaraz , chwilka , pielęgniarka ? W takim razie muszę być w szpitalu, tylko jak to się stało (?)
Oczywiście nie posłuchałam jej tylko poszłam zobaczyć co się dzieję, że moi rodzice są tak zrozpaczeni. Na tym łóżku leżała moja siostra.... a raczej jej ciało. Myślałam, że to fikcja, nie mogłam uwierzyć w jej śmierć. Moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa, tak jak w tym śnie, lecz tym razem się postawiłam. Próbowała sobie przypomnieć co zaszło w ostatnim czasie, ale kiedy myślami wracałam do tyłu, nic nie mogłam znaleźć. Wtem moja mama popatrzyła się na mnie swoimi pieknymi szmaragdowymi oczami pełnymi smutku, żalu i złości.
- Ma... - chciałam się spytać, dlaczego jestem w szpitalu, ale uznałam, że w tej sytuacji to niestosowne. Podeszła do mnie i przytuliła.
- Dzięki Ci Boże, że zwróciłeś ją nam! - powiedziała cichutko pod nosem.
Zemdlałam z wrażenia. Kiedy się obudziła moi rodzice stali nade mną, plus jeszcze jedna osoba. Mianowicie piwnooczy brunet.
- ..... Igor (?) - wymkneło mi się. Ach ja głupia, tylko skąd znam jego imię. Tyle ostatnio przeszłam, że pewnie to jakiś mój kolega ze szkoły, którego nie pamiętam, ale moja podświadomość mi mówi, że jednak tak.
- Pamiętasz mnie - na jego twarzy malował się uśmiech
Jakoż, iż byłam osobą szczerą, powiedziałam:
- Niezbytnio, ale kojaże. - eh może za szczerze, może powinnam powiedzieć, że tak.
- Ah, przypomnisz sobie - cały spochmurniał.
- A przepraszam, kim jesteś ?
- Twoim..... bratem.
Zaniemówiłam, nie wiedziałam co o tym myśleć. Skoro jest moim bratem to jednak powinnam go pamiętać, przecież Paulinę - moją siostrę - pamiętałam.
Może, kiedy będe spędzała z nim więcej czasu wszystko mi się przypomni.



       


                                                                           
                                                                       Przepraszam, że tak późno ( tia, za niedługo północ ),
                                                                         ale musiałam się trochę pouczyć. Najważniejsze, że
                                                                          w końcu go dodałam. Dziękuję za przeczytanie.
                                                                          Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz ! Będe
                                                                          szczęśliwa, jeżeli napiszesz przynajmniej "już
                                                                            przeczytałam/em ". Przyjme wszelką krytykę.                                                                                                                                              Dobranoc !


Opóźnienie

Cześć! Niestety wbrew moim oczekiwaniom nie będzie dzisiaj 1 rozdziału. Poza tym "ktoś" włamał mi się na konto. Bardzo przepraszam, ale myślę, że jutro to opowiadanie będzie gotowe. Przyjemnego wieczoru!

niedziela, 20 grudnia 2015

Wstęp

Serdecznie zapraszam do czytania tego bloga, będzie to opowiadanie typu Science fiction, Fantasy. Miewam dość dziwne lecz zarazem ciekawe sny, dlatego postanowiłam je gdzieś spisać i tak narodził się pomysł na założenie przeze mnie tego bloga. Niebawem pojawi się 1 rozdział. Dziękuję Zuzannie Więckowskiej, wchodźcie na jej bloga, również opowiadanie jednak zupełnie inne niż to, które pojawi się na tym blogu :  http://ffnaruciak.blogspot.com/2015/12/rozdzia-14.html?showComment=1450638479677#c4377627042053506296 Główna bohaterka będzie miała na imię Aleksandra, w skrócie Ola. Niedługo ją poznacie (: