czwartek, 28 stycznia 2016

A magical day Roz. XVII

- Igor!- mówiłam do brata, który wreszcie się obudził. Byłam szczęśliwa, że jest już zdrowy. Oczywiście nie mogłam u niego długo przebywać. Musiałam poczekać, aż medycy skończą go badać. Poszłam do Ilayi, by wszystko wytłumaczyć. Kiedy byłam przed jej namiotem zawahałam się. Jednakże postanowiłam wejść.
- Ilaya... Hej Ilaya! Nie udawaj, że mnie nie słyszysz! - krzyczałam do niej wściekła. Wyszłam od niej całą czerwona. Stałam centralnie przed nią! Zawsze myślałam, że co jak co jest miłą dziewczyną. Czemu to wszystko musi być iluzją? Nerwowym krokiem poszłam do Klaudii. Nie zastałam ją u siebie. Szukałam ją wszędzie. Pytałam każdego gdzie mogła by się podziać. Miałam dość, ona musiała być poza murem. Będąc za domem jednego z elfów wspięłam się po dziurach w murze. Robiłam to jak najostrożniej. Nie chciałam, aby ktoś mnie zobaczył. Zeskoczyłam i rozejrzałam się czy, aby na pewno nikogo nie ma w pobliżu. Biegałam po lesie w nadziei, że natrafię na Klaudię. Niestety moje siły poszły na marne.
- Oh... co to? - powiedziałam szeptem do siebie. Nagle z środku lasu usłyszałam wybuch. Od razu sprawdziłam co to ma znaczyć. Schowałam się za krzakami ( byłam w tym mistrzem ) i przysłuchiwałam rozmowie.
- I jak?
- N-nigdy! - to była Klaudia! Wypowiadała te słowa ostatkami sił. Wychyliłam się zobaczyć z kim ona rozmawia.
- Ja pier.... - wymknęło mi się. Przyjaciółka odwróciła głowę w moją stronę, natomiast tamta kobieta nie. Tak.... była to kobieta z snów. Wyrządziła mi wiele krzywd... Wstałam i w mgnieniu oka podbiegłam do niej. Przyłożyłam jej sztylet do gardła, a ona gdy tylko chciała podejść do Klaudii rzekła:
- Ktoś tu jest!
- Uciekaj! - krzyknęła do mnie przyjaciółka. Wbiłam jej sztylet w ramie, a następnie wzięłam Klaudię pod rękę i pomogłam uciec. Zaszyłyśmy się między wielkimi drzewami. Wtem przyjaciółka uśmiechnęła się.
- Już po mnie..... ale ty uciekaj.... hm, nie wiedziałam, że potrafisz takie rzeczy.
- O czym ty mówisz?!
- Dam Ci teraz pewien przedmiot, a ty zrobisz co Ci powiem.
- Klaudia!
- Zawsze chciałam dla Ciebie jak najlepiej.... przecież jesteśmy jak siostry... - mówiła i płakała. Przytuliła się do mnie i zaczęła tłumaczyć.
- Na targu jest dużo bezdomnych, daj to kobiecie, która będzie miała na dłoni znak.... a i będzie też miała przy sobie dziecko, malutkie.
- Jaki znak? - dopytałam. Nagle zaczęłam słyszeć głosy: Ola! Olka! Obudź się!
Powoli otwierałam oczy. Oh.... chyba wolałabym się nie obudzić. Leżałam w ramionach Johna, który mnie budził.
- Ty żyjesz?
- Przeszkadza Ci to? - zaśmiał się do mnie chłopak. Wtuliłam się w niego.
- Troszkę. - też się zaśmiałam.
- Dobra, wstawaj! Musimy stąd iść. - wstaliśmy i zaczęło się kombinowanie jak uciec. W jednym momencie złapałam go za rękę i zamknęłam oczy. Po sekundzie byliśmy po drugiej stronie pokoju. Tu było mniej ognia. Spojrzeliśmy na siebie i biegliśmy po schodach na górę.
- Aaaaaaa! - krzyknęłam, ponieważ schody waliły się. Biegłam jeszcze szybciej, by zdążyć wyjść na zewnątrz. Niestety potknęłam się.
- Ola! - krzyknął John i od razu pośpieszył mi z pomocą. Odłamki sufitu i schodów spadały na nas. Leżałam na ziemi w kałuży krwi. Już miał zlecieć na mnie ciężki kawał z cegieł, gdy chłopak osłonił mnie ciałem. Pogładziłam moją ręką jego policzek i usnęłam. Ocknęłam się dopiero wieczorem. Dalej byłam w tym "parku", a John opatrzał mi rany.
- Ej to boli. - mówiłam śpiąca.
- Wytrzymaj jeszcze chwilkę...
- Skąd ty masz.... ty mnie szyjesz ?!
- Ci! Nie ruszaj się. - zupełnie nie wiedziałam skąd on miał igłę i nitkę. - Zaniosę Cię do brata.
- Zostaw mnie. - mówiłam zdenerwowana.
- Co ci? - w tej chwili odwinęłam mu uderzając w twarz.
- Mój brat umiera... doskonale wiedziałeś o tym..
- Dobrze, może i wiedziałem, że królowa chcę na was napaść. Powiem Ci nawet więcej, ona chce Cię zabić, ale jeszcze przed tym odebrać Ci moce. Hm... nie jestem po stronie, ani Esmee, ani królowej. Żyję w Dark Side, ponieważ nie ma miejsca dla mnie tu, w Emirdanie. Oby dwie są podłe, uwierz mi w tym świecie trzeba działać na własną rękę. - po tym co zobaczyłam uwierzyłam mu. W głębi duszy modliłam się, by mnie nie okłamał. John wziął mnie i zaniósł do namiotu. Kiedy elfy go zobaczyły natychmiast się ukłoniły, ale tylko nie które. Inne patrzyły na niego krwiożerczo.
- O co chodzi? - spytałam się go cicho. Nie odpowiedział. Położył mnie na moim łóżku i siadł koło mnie. Nagle do namiotu wpadł Igor. Nie zwracając uwagi na gościa podbiegł, by mnie przytulić.
- Igor! - uścisnęłam go jeszcze mocniej. - Gdzie Klaudia? - brat popatrzył się na mnie smutno.
- Nie wiemy.... nie wiem nawet czy żyje.
- Nawet tak nie mów!
- Co robi tu ten debil? - mówiąc zerknął na Johna.
- Siedzę. - odpowiedział chłopak.
- Chodź, muszę z tobą porozmawiać. - poprosił go Igor.








Cześć, myślałam o zabiciu Johna, ale darowałam mu życie. Hehe.
Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz