środa, 6 stycznia 2016

A magical day Roz. XIII



    Drzewa lekko poruszały się na boki, a koło mnie co chwilę przeskakiwał zajączek. Pewnie , dlatego, że niedaleko była łąka. Szybko pobiegłam na nią i położyłam się wśród trawy i kwiatów, które miały z ponad pół metra. Z zamkniętymi oczami wyobrażałam sobie siebie jako księżniczkę z księciem u boku, albo jako wojowniczkę, która posiada cudne zwierzę - wilka.

- Piękne niebo, nie sądzisz? - Otworzyłam oczy i podniosłam plecy, ale kiedy byłam w pozycji siedzącej ktoś złapałam mnie za ramię i znowu położył. Ja natomiast nawet nie protestowałam.
- Spokojnie. - lekko zaśmiał się. Chyba już wiem kto to jest...
- John? - spytałam, mając nadzieje, że to prawda.
- Hm... John? A co on mógł by tu robić? - głos kojarzył mi się właśnie z tym brunetem, jedyne co mi nie pasowała to sposób w jaki mówił, taki tajemniczy..... Dobre pytanie, co on mógł by tu robić? Nie wiem. Kim on jest? Nie wiem. Tak naprawdę nic o nim nie wiedziałam, mimo, że nazywałam go "przyjacielem". Przy nodze pod sukienką sprężystym materiałem miałam przywiązany sztylet  *Wychodząc z gabinetu Esmee ramieniem uderzyłam Miyoshi, która prawie się wywróciła. Podeszłam do niej z troską i wtedy miałam szansę wziąść broń, którą mi zabrała. Delikatnie włożyłam rękę do jej torby i voila! Odzyskałam to co zabrałam tamtemu elfowi.*. Powoli ciągnęłam rękę w dół a kiedy rzecz trzymałam w ręce w mgnieniu oka położyłam się na tej osobie i przyłożyłam sztylet do gardła!
- Zabijesz mnie? - spytał mnie chłopak dalej uśmiechnięty.
- J-john ... a-a to ty. - powiedziałam zaskoczona, moje podejrzenia, że to właśnie on przed chwilą odeszły. Teraz wiedziałam, że to John. - Przepraszam. - odłożyłam broń i już miałam z niego schodzić, kiedy to on złapał mnie w pasie i przewrócił na plecy, znowu leżałam, tylko, że John "wisiał" nade mną.
- Mam Cię!
- Znowu będziesz próbował mnie pocałować? - uśmiechnęłam się z kpiną. Może i zniszczyłam cały ten "romantyczny" klimacik, ale teraz myślałam jak tu trafił.
- Nigdy bym Cię nie pocałował - rozzłościł mnie tym i widać było, że czuł z tego satysfakcję. Stanęliśmy na równe nogi i patrzeliśmy na siebie. Jakie on ma piękne oczy! Olka! Przestań, spytaj się go tego co chciałaś i idź!
- Jak?
- Pamiętasz góry i to jak nas podsłuchiwałaś?
- Co to ma do rzeczy?
- Królowa Dark Side zaciekawiła się twoją osobą,ale ja nie o tym..... Mioyoshi i Rebecca chciały czegoś więcej, niż przynoszenie królowej wody, polecanie jaką suknię dziś założyć... One chciały sie wykazać! Dlatego spotkałaś je w lesie, królowa się zezłościła, że tam poszły, więc one dołączyły do Emirdanu.
- John, ale ty mieszasz! - chłopak przewrócił oczami.
- Miyoshi....
- Żartowałam, rozumiem nawet najtrudniej złożone zdania. - zaśmiałam się. - Mówiłeś, że KRÓLOWA zaciekawiła się mą osobą.
- Tak, twierdzi, że masz jakąś moc. - Kolejny raz udałam, że nic nie wiem. Za niedługo świt, musiałam się zbierać. John powiedział, że jesli chcę się jeszcze czegoś dowiedzieć mam tu jutro przyjść o tej samej porze. Biegłam do namiotu z rumieńcami na twarzy, całą drogę o nim myslałam. Po cichu wspięłam się po murze, weszłam do wigwamu i położyłam się spać. Po chwili siadłam jakbym miała koszmar.
- On jest po złej stronie?! - powiedziałam pod nosem.



Wiem, niestety rozdział krótki. Rodzice zaganiają mnie do nauki ;)
Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz