Sen? Znowu śnie? Tak... niestety. Kolejny raz jestem w znienawidzonym miejscu. Okropnie się bałam - trzęsłam. Na rękach miałam gęsią skórkę, a w oczach łzy. Mimo, że było bardzo ciemno. Właściwie wszędzie było czarno, mimo to widziałam w tych ciemnościach. Moje oczy do tego przywykły.
- Chcesz zobaczyć moją twarz? - usłyszałam przeraźliwy głos tej kobiety. Hm.... gdzieś go już słyszałam. Nie odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co. Złapała mnie za rękę i zdołałam ujrzeć jej dłoń. Na palcach miała trzy pierścionki; srebrny smok z zielonymi oczyma, złoty motyl na których skrzydłach gdzie ni gdzie ukazywał się kolor niebieski, na samym końcu było malutkie serduszko w kolorze krwisto czerwonym. Tylko czemu to połowa serca? Ktoś musi mieć drugą część. Wydawało się one żywe, musi ona kogoś kochać, gdyż takie piękne serca na palcu noszą Ci którzy kochają, tylko, że ona nie wyglądała na osobę przepełnioną miłością, nie widziałam jej twarzy, ale jej ruchy i ubiór.... to jak wyglądała ( można to tak nazwać, gdy widzi się tylko istotę w czarnym płaszczu z kapturem na głowie? ) dużo mi o niej mówiło. Wszystko zaczęło się mazać....
Kiedy się obudziłam byłam w wigwamie. Przez jasno beżowy materiał prześwitywało światło dnia. A więc jest ranek! Łóżko wydawało się być ze skóry niedźwiedzia ( tak samo było bardzo wygodne ), na środku znajdowała się duża drewniana skrzynia. Po prawej stronie - też z drewna - stała szafa, dość niska. Wystrój był taki "stary". Podobało mi się. Coś czuję, że tutejsi ludzie nie mają dobrych zamiarów. Zbliżyłam się do wyjścia i usłyszałam kroki. Zwinnie schowałam się za szafę. Ktoś wszedł i akurat stanął koło miejsca mojej kryjówki. Szybko się na niego rzuciłam, wzięłam mały sztylet, który trzymał przy pasie i pobiegłam ku wyjściu. Światło mnie oślepiło i upadłam na kolana zakrywając ręką oczy. Jakaś osoba wyrwała mi z ręki broń i pomogła wstać.
- Witaj w Emirdanie! - powiedziała Miyoshi. "Opadła mi szczęka". Trudno było uwierzyć w coś takiego.
- ....... Em...emir....dan ? - spytałam z drżącym głosem w gardle. Miyoshi pokręciła głową na "tak". Zawsze chciałam by ta kraina była istniała, jednak trudno mi było w nią wierzyć, czemu miałam się dziwić, gdy tylko pomyślę o tej przyjemnej energii przepływającej przez moje ciało, z rąk mych wydobywa się światło. * Siadłam wtedy na łóżku i patrzałam tak na swoje ręce, chciałam jak te wróżki wyczarowywać różne rzeczy. Kiedy zwątpiłam wszystkie moje żyły na rękach zaczęły świecić, jakby chciały mi dodać nadziei, i to własnie wtedy krzyczałam ile sił miałam w płucach. Zanim mama weszła do pokoju z moich dłoni wydobyło się światło, zauważyła to otwierając drzwi i szybko do mnie podbiegła. Przeplotła palcami moje palce, powiedziała coś pod nosem, a światło znikło. Przytuliłam ją i nawet nie pytałam jak to zrobiła, ona zaś powiedziała, że to niebezpieczne. Następnie zaczęła mi opowiadać.....*
- Ol....
- Tak! - przerwałam Miyoshi, która "obudziła" mnie z zamyślenia.
- PANI czeka na Ciebie w zamku.
- Jakim zamku? - dziewczyna wskazała ręką w miejsce gdzie znajdował się zamek. Nie był taki jak w tych wszystkich opowiadaniach, wokół niego nie było rzeki, w której pływały krokodyle, nie leżał on na pięknym wzgórzu, chociaż był magiczny (sama nie mam pojęcia co mam namyśli, on po prostu jest taki "niezwykły"). Co prawda był okrążony wielkim murem tak samo jak cała wioska, tylko nie liczni byli poza jej obszarem, ale to byli tacy, którzy niezbyt wielbili królową, a też nie chcieli iść na ciemną stronę ( właśnie przed chwila powiedziała mi o tym Rebecca). Do zamku pojechaliśmy powozem prowadzonym prze konie. W środku było prześliczne, wszystko białe, dużo obrazów i na korytarzach leżały długie piękne czerwone dywany, Musiało być tu dużo kobiet, które sprzątały, bo to nie możliwe, żeby było tak czysto! Dziewczyny zaprowadziły mnie do gabinetu królowej, bo podobno tylko tam nas nikt nie usłyszy. Jej jeszcze tam nie było, więc siadłam na wygodnym fotelu i czekałam, za około 5 minut raczyła przyjść. Wstałam i się przywitałam:
- Witaj królowo! Podobno pilnie chciałaś mnie widzieć, bo masz do mnie ważną sprawę.
- Witaj! Oh, Aleksandro! Jak miło Cię widzieć! Tyle czekałam... myślałam, że już nas nie odwiedzisz. - Przypominała mi ona królowe śniegu. Jej biała grzywka przysłaniała jedno oko, które miała szare zupełnie jak ja! Suknia jej zaś była przepięknego turkusowego koloru, piękna kobieta.
- Eh.... wybacz królowo....
- Esmee... znaczy mów mi Esmee, jesteśmy same po co tak oficjalnie?! - zachichotała.
- A więc Esmee - w oczach Rebecci i Miyoshi widać było zazdrość, złość, nienawiść, co tylko udowadniało to, że to one chciały być bliżej królowej....znaczy Esmee. - Po pierwsze skąd znasz moje imię? Po drugie czemu tu jestem? I po trzecie co to za pilna sprawa? - wypytywałam ją jedno po drugim.
- Przecież to ja nadałam Ci imię- powiedziała to tak oczywiście, ja tylko patrzałam na nią z osłupieniem , chciałam, ale jej nie przerwałam. - Jesteś tu bo to twoje przeznaczenie, a ja chciałam Ci trochę o Tobie opowiedzieć. - usmiechnęła się, a ja zadawałam sobie pytanie, dlaczego chcę o mnie opowiadać.
- Twoja matka urodziła i wychowała się w tym zamku, była ... kimś bardzo ważnym dla Emirdanu. Kiedy skończyła 18 lat i była pełnoletnia musiała wyjść za mąż, niestety człowiek, którego miała poślubić zmarł. Spotykali się ze sobą przez dwa lata i w tym czasie zdążyli się w sobie zakochać. Kamini postanowiła uciec stąd i znalazła zaklęcie, dzięki któremu można przechodzić do waszego świata....
- Kamini? - zapytałam
- Tak nazywa się twoja matka. - kolejny szok. Już chciała mówić dalej, gdy domyśliłam się tego zakończenia.
- Tam poznała mężczyznę, czyli mojego ojca, który był człowiekiem tak? - powiedziałam znudzona.
- Nie! Twój ojciec nienawidził tego miejsca, ponieważ była wtedy wojna, a jego matka umarła na tej bitwie. Zaczął mnie obwiniać, bo to ja kazałam jej walczyć, z reszta wszystkim kobietą....... Pół roku później ktoś mu powiedział o tym zaklęciu, nie zawahał się i przeszedł do innego świata. Kolejno poznał twoja matkę i wzięli ślub. - słuchałam z zaciekawieniem i zastanawiał się kiedy chcieli mi to powiedzieć. Spytała się mnie czy posiadam moce, ale jak kazała matka nic jej o tym nie powiedział. Ufałam jej i kochałam nad życie, więc z szacunku do niej pozostawiłam to jako tajemnica. Poszłam do namiotu i tam się porządnie wyspałam, myślałam, ze przez tą osobę, którą zaatakowałam będę mieć kłopoty, ale zostałam tylko upomniana. Kiedy wyszłam z wigwamu zobaczyła brata.
- Igor! - obrócił się i mnie przytulił. Widać było bardzo ucieszył się na mój widok, z resztą ja też. Kazał mi się iść przebrać, bo w tych strojach inni będą się na mnie dziwnie patrzeć. Tak zrobiłam razem z Miyoshi poszłam przymierzać sukienki. W końcu wybrałam piękną suknię, która była ognista ( chodziło mi o kolor ), z białego kolory, który miałam przy ramionach i dekolcie "robił" się mocny pomarańczowy przy czerwieni, dopiero przy końcach sukienki był krwisto czerwony.( Tak naprawdę i dekolt i ramiona miałam odsłonięte. ) Dół sukni był bardzo balowy, jeśli chodzi o kształt.... czułam się w niej jak prawdziwa księżniczka! W końcu mogłam pokazać się bracie i znajomym.
- Wyglądasz jak marchewka, tylko sobie włosy pomaluj na zielono! - powiedział zakrywając śmiech Igor, on sobie kpi! Byłam wściekła, ale szybko mi przeszło, ponieważ Ilaya uderzyła go w głowę. Pewnie dlatego, że właśnie ona ma zielone włosy.
- Wiesz może gdzie są rodzice?
- Nie poradzisz sobie bez nich jednego dnia? - haha, bardzo śmieszne....
- Po prostu się martwię.
- Ja też się martwiłem, chroniłem, opiekowałem.... ale ty i tak tu trafiłaś! - powiedział załamany. - Wrócą jutro. - odpowiedział po czym znowu go przytuliłam.
Obudziłam się w środku nocy i wyszłam by pooddychać świeżym powietrzem. To było to... Niebo o tej porze było piękne. Bardzo kusiło mnie wyjść za bramy Emirdanu, po długiej walce z samą sobą szłam ku wyjściu. Nie wyjdę, bo stoją tam dwóch strażników. Trzeba będzie to jakoś obejść. Pobiegłam za czyiś namiot i spróbowałam się spiąć po murze. Trochę to trwało, ale się udało. Poszłam w stronę lasu, szum wiatru uspokajał mnie - a zazwyczaj jest we mnie dużo nerwów - po drodze spotkałam różnokolorowe róże i tulipany, a także lilie tygrysie ( tak naprawdę spotkałam dużo więcej kwiatów, ale nie znam ich nazw, dodam tylko, że w życiu nie widzieliście piękniejszych kwiatów). Drzewa lekko poruszały się na boki, a koło mnie co chwilę przeskakiwał zajączek. Pewnie , dlatego, że niedaleko była łąka. Szybko pobiegłam na nią i położyłam się wśród trawy i kwiatów, które miały z ponad pół metra. Z zamkniętymi oczami wyobrażałam sobie siebie jako księżniczkę z księciem u boku, albo jako wojowniczkę, która posiada cudne zwierzę - wilka. Nagle usłyszałam kogoś głoś:.......
Przepraszam, że tak dawno nie było rozdziału! Jutro postaram się dodać kolejny. Teraz do opowiadania wprowadzę wspomnienia, które będą oznaczane takimi znakami: * . Czyli taką śnieżynką :) Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz! Miłego czytania!
Ps. teraz będę dodawała różne zdjęcia i obrazki.
Pps. Droga Natalciu i Majko czytając to, jedno słowo musiało wam się skojarzyć z trzecią klasą... to były czasy XD

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz