sobota, 16 stycznia 2016

A magical day Roz. XIV




    Całą noc śnił mi się John. Wstając rano ledwo zeszłam z łóżka, a zaczęłam płakać. Wszystkie uczucia zaczęły się mieszać. Byłam zakłopotana, nie wiedziałam co o tym myśleć. Jeszcze wczoraj chciałam tu zostać, dziś.... mam ochotę wracać. Poszłam w stronę szafy i założyłam długą, miętową suknię. Zewnątrz słyszałam śmiechy, wyszłam zciekawiona co się stało.
- Klaudia? - stałam jak wryta i znowu mi się zebrało na płacz. Nie dlatego, że cieszyłam się na jej widok. Wręcz przeciwnie - byłam zła. Przyjaciółka podbiegła do mnie i chciała przytulić, lecz cofnęłam się,
- Ej, co ci? - zaśmiała się. Spojrzałam się po tym na nią złowrogo.
- Nie rozumiem.
- To samo chciałam powiedzieć. - Wychyliłam się, ponieważ Klaudia zasłaniała Igora. - Ona wiedziała od początku... Czemu mi nie powiedziałeś?
- Słu.. - zaczął brat, ale mu przerwałam.
- To nie była na to pora? Nie wiedziałeś jak mi to powiedzieć?
- Dokładnie. - nawet się na mnie nie spojrzał. Najwidoczniej bardziej interesowały go jego buty, niż zaistniała sytuacja.
- Gdzie idziesz? - zapytała Klaudia.
- Dowiedzieć się więcej. - odpowiedziałam ze spokojem i pobiegłam w stronę zamku. Kiedy dotarłam do drzwi, straż nie chciała mi otworzyć.
- Dokąd? - spytał jeden z nich.
- Muszę się widzieć z królową.
- Jest zajęta.
- Każdemu wciskacie taki kit? - powiedziałam zirytowana. Ponieważ jestem dość szczupła wcisnęłam się między nimi i szybko otworzyłam drzwi. Zrobiłam to naprawdę SZYBKO. Oczywiście nie przeszłam niezauważona, więc od razu zaczęli mnie gonić. Zebrałam się do ucieczki. Przebiegałam między korytarzami (prawdziwy labirynt) i otwierałam każde drzwi po kolei. Które były od jej gabinetu? Słyszałam coraz głośniejsze kroki, stanęłam w miejscu i nie mogłam się ruszyć. Patrzałam dookoła, ale nigdzie nie widziałam żadnego miejsca, które mogło by mi służyć jako kryjówka. Nagle coś wciągnęło do środka jednych z pokoi. Już chciałam krzyczeć (mądre...), ale to coś, a raczej ktoś zatkał mi usta.
- Cii, bo Cię usłyszą! - powiedział szeptem. Wzięłam jego rękę z moich ust i wstałam. Znowu miałam coś powiedzieć, ale kolejny raz zatkał mi buzię. Niestety nie widziałam jego twarzy, ponieważ miał długi płaszcz z kapturem. Przyłożył jeden palec wskazujący do warg na znak, żebym się nie odzywała. Zaczął gdzieś iść, więc poszłam za nim. W sumie to nie wiem po jakiego grzyba będzie teraz czytał książki. Kiedy ruszył jedną z nich kilka półek po kolei się przesuwało, aż stworzyły wejście ( nie mogli wymyślić coś lepszego ? ). Wszedł, a ja zanim. Szliśmy długimi korytarzami (znowu). Kiedy wyszłam z tej ciemności, oślepiło mnie okropnie jasne światło.
- Nie musiałam długo na Ciebie czekać. - zaśmiała się Esmee.
- Czemu nie możemy się normalnie spotkać? - zapytałam dalej trzymając rękę przy oczach.
- Ponieważ nie którym nasze spotkania mogły by się nie spodobać...
- Na przykład komu? - Esmee nie odpowiedziała mi już na to pytanie. - Eh... no dobra, po pierwsze czy ten chłopak mógł by wyjść? Chcę, aby to zostało pomiędzy nami. - powiedziałam nieśmiało. Królowa przewróciła oczyma, po czym podeszła do wielkiego tronu i siadła. Im dłużej się przyglądałam tym bardziej zdawało mi się , że to sala tronowa. Cała była biało błękitna i bardzo oświetlona. Ściany, podłoga i sufit były przeźroczyste, jakby z kryształów. Po chwili pokiwała przeczącą głową. Spojrzałam się na niego do tyłu przez ramię. Strasznie ciekawił mnie jego wygląd.
- Będziemy rozmawiać o mojej rodzinie, a ja nawet go nie znam. - stwierdziłam i zrobiłam trzy kroki w przód.
- W takim razie się poznajmy. - kiedy mówił ciarki przechodziły mi  przez całe ciało. Widziałam uśmiech na twarzy królowej. Wtem chłopak mnie odwrócił (niezbyt delikatnie) i zdjął kaptur. Miał blond włosy, prawie jak złoto i oczy bez źrenic, po prostu calutkie białe, ale to dodawało mu uroku. Był bardzo przystojny i umięśniony. - Jestem Alexis.
- A ja Ola.
- Aleksandra.... piękne imię. - powiedział to bardzo cicho, ale na tyle wyraźnie bym usłyszała co mówi. Zarumieniłam się.
- Czemu nie masz źrenic? - zapytałam.
- Taki się już urodziłem. - powiedział z pełną powagą. Chyba nie powinnam się o to pytać. Podeszłam do królowej.
- Kim jest Klaudia, Igor, czemu tu jestem?
- Ah... za dużo pytań. - Esmee złapała się za głowę.
- Esmee... - wzdychnęłam zezłoszczona. Odruchowo spojrzałam za siebie, a mina Alexis'a nie była najciekawsza. Chyba go to wnerwiło, że tak do niej mówię.
- Igor to twój brat...
- A myślałam, że ojciec. - odpowiedziałam sarkastycznie, a Esmee przekręciła oczyma.
- Miał on takie same moce jak ty, ale się ich... - przez chwilę królowa szukała odpowiedniego słowa. - zrzekł. Nie mógł znieść myśli, że jest "potworem". Już Ci wszystko wyjaśniam: jak już zauważyłaś posiadasz niezwykłe moce...
- Ja nie... - przerwałam jej. Musze przyznać, że uparta jest.
- Potrafię przejrzeć każdego. - zaśmiała się królowa. - Nie rozumiem po co to ukrywasz. W każdym bądź razie możesz używać swoich moc tak samo ja czarownicy. Różnica jest tylko taka, że ty nie potrzebujesz patyka tylko rąk.
- Patyka?
- Różdżki. Mówię tak na to, ponieważ ich nie lubię. Kiedyś na takich jak ty mówiło się Verif, teraz to tak na prawdę ich nie ma. Macie potężne moce, dlatego wielu z was przez to zginęło. Długo rozpaczała twoja matka przez Igora, ale przynajmniej ty lubiłaś to co masz w sobie. - Esmee wstała złapała mnie za ręce, a one zaczęły świecić. Wyrywałam się, ale ona trzymała je niezwykle mocno. Następnie puściła je. Stałam w miejscu z przerażeniem w oczach, potem Alexis objął mnie jedną ręką w talii i wyprowadził na rozkaz Esmee ( on na prawdę nie jest delikatny, ale widać, że robi to specjalnie! ) Gdy miałam już wychodzić ocknęłam się i szybko podbiegłam do niej.
- A Klaudia?
- Ma takie same mocy jak ty. - rzuciła z irytacją.  Niestety, ale jeden z rozkazów królowej był taki, że ten chłopak miał mnie "pilnować" jak ona to powiedziała. Kiedy byłam przy namiotach moja straż Igorowi się niezbyt spodobała. Widać, że go nie lubi. Zawsze kiedy kogoś nie wielbił miał powód, bo sam był lubiany w szkole, a także dużo dziewczyn się w nim kochało, więc i ja miałam "przyjaciół" w opór. Postanowiłam przejść się z bratem i przyjaciółką po lesie. Dowiedziałam się przy tym dużo rzeczy,ale to raczej takie niepotrzebne szczegóły. Ściemniało się więc musieliśmy wracać.
PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ
Leżałam w łóżku i próbowałam zasnąć, ale cały czas myślałam o Johnie.... Wstałam i wyszłam na zewnątrz. Rozejrzałam się i nikogo nie było. Pobiegłam ile sił w nogach do miejsca gdzie mogłam wyjść poza bramy. Kiedy byłam już na górze muru spadłam dokładnie na rękę. Bolało i chciałam wracać, ale nagle w krzakach coś się poruszyło i zaczęłam uciekać. W końcu trafiłam na łąkę, a raczej w czyjeś ramiona.







Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Mam dużo nauki, bardzo. Kiedy nie muszę się uczyć staram się robić coś innego niż siedzenie przed komputerem. Myślę, że w ferie rozdziały będą pojawiały się częściej, a nawet codziennie tak jak kiedy była przerwa świąteczna! ( ferie mam od 15 lutego) Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!






4 komentarze:

  1. Ojejku! Nie umiem się przez telefon zalogować na bloggera, a tam prawie na końcu gdzie pisałam o tym ze nie za bardzo lubi Alexis'a to chodziło o Igora, ale zmienie to później xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zapomniałam napisać jego imię hehe

      Usuń
  2. Super rozdział!!! Nie wiem skąd ty czerpiesz pomysły, ale twoje opowiadanie jest strasznie ciekawe (: A tak w ogóle to ferie mamy od 14, a nie od 15 lutego ale to taki szczególik (;

    OdpowiedzUsuń