sobota, 26 grudnia 2015

A magical day Roz. VII


     Wstałam i szybko założyłam na siebie kurtkę. Kiedy wyszłam zobaczyłam, że pada śnieg. Niezbyt mnie to zdziwiło, bo był grudzień, jednak śmieszne było to, że śnieg dopiero teraz zaczął padać. Starałam się iść jak najciszej. Uwielbiam nocne spacery, jednak rodzice mi na to nie pozwalają. Włożyłam ręce do kieszeni kurtki. Znalazłam w nich moją mp3 i słuchawki. Jeszcze lepiej, teraz mogłam posłuchać muzyki. I musiałam przyjechać, aż tu, żeby ją znależć! Rozplątałam słuchawki i już miałam je wkładać do uszu, kiedy:
- To na pewno "ona"? - był to głos Rebecci. O co jej chodzi i z kim rozmawia. Schowałam się za krzakami i przysłuchiwałam rozmowie.
- Tak myśle, w końcu tak "ją" opisywała Esmee. - a to był głos Miyoshi, o kim one rozmawiają(?) Myślałam, że śpią w namiotach. Usłyszałam jak ktoś biegnie. Sprawa staje się poważna. Czego one chcą? Muszę się przysłuchać trzeciej osobie.
- Co wy tu do cholery robicie? - nie mogłam rozpoznać głosu. Jednak wiem, że to mężczyzna.
- Królowa Esmee nas przysłała. - powiedziała pewnie siebie Rebecca.
- Czy ona nie rozumie, że mogła wszystko zepsuć! Wracajcie do Emirdanu! - chwila moment, to.... głos Johna. Muszę iść do namiotu zanim się spostrzegną, że tu jestem. Niestety wstając krzaki zaszeleściły. Założyłam kaptur i pobiegłam między drzewami do obozowiska. Zdjęłam kurtkę i położyłam się. Zamknęłam oczy przestraszona. Chwilę potem do środka zajrzał John, kiedy zobaczył, że śpię poszedł sobie. Cała trójka stała przy namiocie i rozmawiała dalej.
- Ktoś nas podsłuchiwał. - stwierdził chłopak. Miał rację. - To niebezpieczne. Jeden błąd i wszyscy zginą... nawet "ona". - Kim jest ta ONA ?! Ciągle o kimś mówią, a ja nie mam pojęcia o kim. Jedno jest pewne "ona" jest wśród nas. Jest w górach.
- Wyganiasz nas? - spytała Miyoshi
- Muszę. Zrobię to sam. - powiedział. Całą noc zastanawiałam się kim jest Esmee, co to Emirdan, i kim jest "ona". Zasnęłam o świcie. O dość późnej godzinie obudzili mnie dziewczyny. Ubrałam się i poszłam do chlopców, którzy budowali iglo ze śniegu. Wczoraj bardzo dużo go tu nasypało. Zgłodniałam. Zjadłam kanapki i kiedy szłam do dziewczyn dostałam kulką w głowę.
- Trafiona! - krzyknął Alan. Sięgłam po śnieg by zrobić z niego kule i trafiłam w Klaudię, ta zaś w Weronikę, a ona w Filipa. Tak zaczęła się bitwa na śnieżki. Spojrzałam się za siebie i przy drzewie John siedział sam. Chciałam do niego pójść, ale znowu ktoś mnie walnął. Po trzech godzinach świetnej zabawy, kapnęłam się, że nie ma tych dwóch dziewczyn. Spytałam się każdego czy gdzieś je widział. Nikt nic nie wiedział, i niezbytnio ich to interesowało gdzie one teraz przebywają. Postanowiłam się tym nie zadręczać. Nadszedł wieczór.
- Idziecie popływać? - spytała Julka.
- Zwariowałaś! Jest za zimno, padał śnieg! - odpowiedziała Klaudia.
- To dobry pomysł! - powiedział Kacper. Nie spodziewałabym się tego. Myślałam, że jest mądrzejszy.
- Dobra Ci któży chcą popływać - popływają, Ci którzy nie, to nie. - stwierdziła Weronika. Szczerze to miałam to gdzieś, że jest zimno. Jak będe się ruszała to będzie mi ciepło. Ubrałam strój kąpielowy i poszłam nad jezioro. Miałam wrażenie, że to nie najlepszy pomysł. Już miałam zdejmować ręcznik, gdy sobie przypomniałam, że na całym ciele mam siniaki. Na nogach i rękach też. Dobra jeszcze nikt nie zauważył. Pobiegłam najszybciej jak mogłam do namiotów. Stał przy nich John.
- Jesteś cała pobita! - powiedział.
- Przewróciłam się jak był bitwa na śnieżki. - odpowiedziałam.
- To nie są świeże siniaki, a masz ich ogromnie dużo.
- Przesadzasz.
- Pokaż plecy i brzuch.
- Chyba Cię coś.... - naprawdę myslał, że to zrobię (?) Bałam się, że powie reszcie albo co gorsza mojemu bracie. Schyliłam się, by wejść do środka, a w tym momencie chłopak mnie złapał.
- Ubierz się, a potem powiedz gdzie masz jeszcze siniaki. - tak zrobiłam. Po ubraniu się wskazał miejsca w których się znajdują. Podciągnełam troszkę bluzkę do góry. Nie wstydziłam się jakoś bardzo. W końcu to tylko plecy.
- Boże....
- Co? - byłam przestraszona.
- Masz tutaj głęboką ranę, a raczej miałaś. Teraz już się trochę zagoiła. - wskazał na moje plecy. Tamtego dnia rano bolał mnie brzuch, a nie plecy. Poprosiłam go, żeby nikomu o tym nie mówił. Tym samym oby dwoje sobie obiecaliśmy, że będziemy o wszystkim mówić. Nie możemy ukrywać żadnych tajemnic. Teraz zyskałam przyjaciela. Następnie opowiedziałam mu o moim śnie. Był on bardzo zaciekawiony tą historią. Odszedł ode mnie ze wściekłą miną. Nadciągła niedziela - dzień wyjazdu. Znowu John siedział pod drzwem i znowu sam. Postanowiłam do niego pójść. Bałam się, ale wiedziałam, że to konieczne. Musiałam się go o to zapytać.
- John?
- Tak.
- Kim jest "ona"?
- Co? - zaśmiał się.
- Przed wczorajszej nocy.... to byłam ja i wszystko słyszałam. - spochmurniał. Spojrzał się na mnie. Przybliżaył swoją twarz do mojej i powiedział z powagą :
- To ty.



Jakoś dziś nie miałam weny. Może dlatego, że codziennie dodaje rozdziały.
Ola dziś dowiedziała się paru rzeczy, ale do prawdy jej jeszcze daleko. Czy na pewno Miyoshi i Rebecca zniknęły na zawsze? Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz! Miłego czytania!

3 komentarze:

  1. Ale ciekawie się zapowiada!!! Czytając każdy twój rozdział mam motylki w brzuchu i czytam jak najszybciej się da żeby dowiedzieć się co będzie później xD Tak wogóle to była by z tego niezła książka lub film, ale bardziej książka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowicie piszesz tego bloga ;)Nie moge się doczekać nowych !

    OdpowiedzUsuń