Witam na blogu gdzie piszę opowiadania typu Science Fiction, Fantasy. Pomysły na dalsze rozdziały czerpie z moich często dziwnych lecz ciekawych snów. Oczywiście dużo dodaję od siebie, ponieważ moje sny nie są niewiadomo jakie długie. Zapraszam do czytania (:
czwartek, 24 grudnia 2015
A magical day Roz. V
Nareszcie skończyły się lekcję. Jak zwykle czekałam pod szkołą na Igora. Nagle przeszedł koło mnie John. W tym momencie zapomniałam o bracie i pobiegłam za kolegą.
- John! - usłyszał moje wołanie, bo odwrócił się.
- Tak? - spytał się mnie.
- Wiesz pomyślałam, że... - nie dokończyłam, ponieważ przerwał mi John.
- Chcesz, żebym Cię odprowadził? - spytał się mnie, a ja stałam jak słup i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Nie, tylko... - znowu mi przerwał.
- W takim razie chodź. - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
Poszedł pierwszy, a ja zanim. Szliśmy tak około minutę.
- Czemu idziesz za mną? Boisz się mnie? - zaśmiał się. Przyśpieszyłam kroku i byłam już obok niego.
- Masz może czas w ten weekend? - spytałam.
- Może... - tą odpowiedzią doprowadził mnie do szaleństwa.
- Czyli masz czy nie ? - zapytałam lekko poddenerwowana.
- Mam, a czemu pytasz ?
- W ten weekend jedziemy w góry.
- Czyli kto jedzie?
-Nie wiem, kilka moich koleżanek i kolegów.
- O ty masz koleżanki?
- Bardzo śmieszne wiesz? - oboje zaczeliśmy się śmiać. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawia. Dowiedziałam się o nim dużo rzeczy. Nagle potknełam się o kamień. Na szczęście John złapał mnie, jest bardzo szybki. Trzymał mnie i nie przestawał. Obruciłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. On przybliżył swoją twarz do mojej, a ja nadal tkwiłam w jego objeciach. Odwróciłam się, a John mnie puścił.
- Chyba to już jest koniec drogi. - mówiąc wskazał na mój dom.
- Tak to prawda.
- Podasz mi swój numer telefonu, no wiesz, żebym mógł się z tobą skontaktować, jak moi rodzice się zgodzą na ten wyjazd?
- Pewnie. - wyjęłam komórkę z kieszeni i podałam mu swój numer. Okazało się że mieszkamy praktycznie koło siebie. Pożegnałam się z nim, a kolejno poszłam do domu. Poszłam do kuchni, żeby zjeść obiad, a tam spotkałam rozwścieczonego brata. Byłam ciekawa co takiego mogło tak rozłościć Igora. Podeszłam, żeby otworzyć lodówkę i wziąść coś do jedzenia.
- Nie spotykaj się z nim... - powiedział spokojnym głosem.
- Czemu ? - spytałam, kompletnie nie wiedziałam o co mu może chodzić. Ale zaraz on nas podglądał?
- To nie jest dobre towarzystwo dla ciebie. Jeśli jeszcze raz Cię z nim zobaczę, pożałujecie tego oby dwoje.
- On chodzi ze mną do klasy!
- Nie musisz z nim rozmawiać... - poszedł na górę. Jak on mógłby być złym towarzystwem? Poszłam do salonu spytać rodziców czy mogę jechać w góry. Zgodzili się, ale to nie było łatwe, żeby ich przekonać. Weszłam do swojego pokoju i zaczełam się pakować. Następnie zadzwoniłam do Julii, że pojadę. Podeszłam do okna, lubiłam tak patrzeć i rozmyślać. Moim oczom ukazał się John. Co on robił na dworze o tak późnej porze? Rozmawiał z kimś. Nie mogłam jednak dopatrzeć się z kim.
- Ola?
- Tak? - właśnie przyszedł mój brat.
- Obiecaj mi, że nie będziesz się z nim spotykała. - oh, nie,ja nie mogłam mu przecież tego obiecać. Już jutro z nim jadę na weekend. Czułam, że Igor ukrywa coś przede mną, dlatego skłamałam.
- Obiecuję.
- Popatrz mi w oczy.
- Obiecuję - spojrzałam głęboko w jego tajemnicze oczy. Czułam, że nie powinnam tego robić, ale jednoczeście wiedziałam, że to konieczne. On odszedł, a ja poszłam się myć. Kiedy wróciłam zobaczyłam mojego psa, który ma zaszklone oczy i skąmli. O nie! Zapomniałam z nią wyjść. Pewnie chce się załatwić, Szybko się ubrałam i wyszłam na dwór. Było bardzo ciemno, więc chciałam, aby Dżina załatwiła swoje potrzeby jak najszybciej. Szłam, aż tu pod moimi nogami zaszczeleściła... kartka! Na szczęście latarnia dawała wystarczająco światła, abym mogła przeczytać co na niej pisze :
" ZNAM TWOJĄ PRZESZŁOŚĆ ".
Bardzo się przeraziłam i pobiegłam do domu. Weszłam do domu po cichu, a następnie po schodach na góre. Przebrałam się w piżame i położyłam w łóżku. Tyle pytań mi chodziło po głowie, aż zasnełam. Kiedy się obudziłam mój pies po mnie chodził. Strasznie mnie to bolało przez te siniaki. Wstałam i kiedy byłam gotowa do wyjścia pożegnałam się z rodzicami, bratem i Dżiną, a następnie poszłam na miejsce spotkania. Byli tam wszyscy, którzy być mieli. Było nas ośmiu. Wsiedliśmy do samochodu Julki. Ledwo się tam zmieściliśmy i jeszcze bagaże !! Jechaliśmy chyba jakieś 3 godziny. Po drodze wydziałam piękne krajobrazy rolnicze. W końcu dotarliśmy na miejsce.
Postanowiłam być taka dobra i wstawić jeszcze jeden post. Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz. Miłego czytania!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetny rozdział i znowu dużo pytań bez odpowiedzi ale to dobrze bo dzięki temu nie moge doczekać sie kolejnego rozdziału :-)
OdpowiedzUsuń